46. Piątkowe szybkie ciacho- Murzyńska baba

Murzyńska baba powstała dzięki Koleżance, która podała ją przy wspólnej kawce ;) Okazuje się, że babkę można zrobić z przepisu na ciasto na murzynek, bądź potocznej nazwy kakaowca ;) Przepis ukradłam ze swojego poprzedniego kulinarnego bloga, a  zatem do dzieła…

Murzyńska babka

CAM00617

Składniki:

  • 1 margaryna
  • pół szklanki mleka
  • 1,5 szklanki cukru
  • 4 łyżki kakao
  • 4 jajka
  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżki proszku do pieczenia
  • cukier waniliowy
  • przyprawa do piernika/ garstka orzechów.

Wykonanie:

Margarynę, mleko, cukry, kakao podgrzać do całkowitego rozpuszczenia. Nie doprowadzić do zagotowania się. Odlać pół szklanki na polewę. Wystudzić. Po ostudzeniu dodać mąkę, proszek do pieczenia i żółtka. Wymieszać i dodać ubitą pianę z białek. Dodać przyprawy, orzechy. Delikatnie wymieszać. Ciasto przelać do formy na babkę i piec w temperaturze 180st.C ok. 50-60min. Po upieczeniu od razu wyjąć z piekarnika, odstawić do ostygnięcia. Polać polewą i obsypać wiórkami kokosowymi dla dekoracji.* *jeżeli polewa za mocno zastygła można ją lekko podgrzać. :)

Voilà ! W prosty i szybki sposób mamy ciastko do kawy na piątkowe popołudnie ;)

Pozdrawiam, A.

Opublikowano upichcone | Skomentuj

45. Więc teraz serca mam dwa…

Witajcie Kochani!

Wiem, długo mnie nie było… Dużo się wydarzyło i dużo się zmieni, a raczej już się zmienia. Spełniło się kilka z moich największych marzeń, w tym to jedno szczególne!

Zaczynając od początku. Jak wiecie, wiele lat spędziłam, pracując w znanym fast foodzie, blisko od listopada 2010r.  Jednak nadszedł kres, trzeba było skończyć z upokarzaniem się. Postanowiłam: od nowego roku (tj.2017r. wówczas)  pójdę do nowej pracy. Mój zawsze wspierający mnie Mąż powiedział tylko:
- Przecież wiesz co robić Kochanie.
Odpowiedzi na wysyłane CV nadchodziły dość szybko. Odbyłam tym samym kilka rozmów i ostatecznie dnia 6 grudnia złożyłam wypowiedzenie u obecnego wówczas pracodawcy. Kierowniczka zapytała jedynie: gdzie odchodzę i życzy powodzenia. :) Tak, więc od 2 stycznia 2017r. zostałam opiekunką dziecięca w żłobku. Nie narzekałam na swoją pracę, lubiłam ją, uwielbiałam przebywać z dziećmi, tworzyć coś dla nich i widzieć jak każdego dnia te małe szkrabki się rozwijają! :) Jednak irytowało mnie podejście współpracujących dziewczyn: każda chciała rządzić, być tzw. opiekunką grupy. Kontakt z panią dyrektor też był dość ograniczony, opierał się tylko na jej telefonach z pytaniem na której placówce obecnie przebywam, bo miałam być na innej (3 placówki w bliskim sąsiedztwie), i takich telefonów było całe mnóstwo. Nie szło się dogadać gdzie i kiedy mam być, taka dziewczyna na posyłki. Jednak zaczęło mi to dokuczać, przestawała mi się podobać ta praca. Gdy zachorowałam w pierwszym miesiącu pani dyrektor stwierdziła:
- Nikt normalny, przy zdrowych myślach w pierwszym miesiącu nie idzie na zwolnienie. To na pewno była wymówka, jak się pani nie chce pracować to proszę się zastanowić nad swoim postępować i ustąpić miejsca innym chętnym do pracy, bo od pierwszego dnia nie wykazuje się pani żadnym zaangażowaniem a współpraca z panią jest dość ciężka i utrudniająca pracę innym dziewczynom.

Wyszłam ze łzami w oczach. W domu całkowicie się rozkleiłam widząc mojego Ukochanego. Powiedział, że początki nie zawsze są łatwe, ale chyba nie chcę się tak łatwo poddać. Włączyłam komputer, weszłam na stronę z ogłoszeniami i bingo, jest! Znalazłam idealne ogłoszenie: umowa o pracę, dobra stawka, godziny otwarcia 7-17, jedyny problem to odległość: drugi koniec miasta… Dam radę, mam auto pomyślałam. Następnego dnia już miałam telefon, po pracy od razu pojechałam na rozmowę. Tydzień czekałam na odpowiedź, ale w sercu wierzyłam i wiedziałam, że ta praca jest dla mnie! I marzec rozpoczęłam  już w nowym żłobku, z całkiem inną atmosferą. Dziewczyny tam traktują się dość koleżeńsko, ogólnie w żłobku panuje rodzinna atmosfera, z paniami właścicielkami idzie się dogadać, są jak dobre ciocie, zawsze pomocne i chętne. Weekendami kontynuowałam pracę w fast foodzie, jednak szybko z niego zrezygnowałam; to już nie na moje nerwy, nie będę przecież czyścić kratek ściekowych, bo tzw. menadżer lat 19 mi ‚kazał’ albo pracować w takim tempie, gdzie czuć spływający po czterech literach pot. Zostawiłam tą pracę, dla innych, którzy dopiero zaczynają na rynku pracy. Owszem, kilka złotych więcej zawsze się przyda, ale nie takim kosztem.
W „Misiu” nie narzekałam na nic, grafik ustalony do końca roku, wypłata na czas a nawet często przed terminem na koncie, przecudowne dzieci; chyba każda z nas miała tam tzw. swojego pupila, swoją córeczkę, synka. Gdy potrzebowałam wyjść do lekarza w czasie godzin pracy, nie było problemu.
W kwietniu dużo się działo. Z rana do pracy, popołudniami było co robić: obowiązki domowe, przygotowania do świąt, wizyty u lekarzy. Majówka. Urodziny chrześniaka Męża.
Jeszcze w piątek, rano, przed wyjazdem na urodzinowy weekend w rodzinne strony zrobiłam test. Upragnione, wyczekane 2 kreski! Łzy same napłynęły do oczu.
-Nie, nie powiem mu, niech śpi, sprawdzę u lekarza i dopiero mu powiem.
Nie wytrzymałam, musiałam iść przytulić się do Męża, który jeszcze spał.
- I jak Misiu? - zapytał.
Uśmiechnęłam się jedynie, a on zrozumiał i w jego oczach też pojawiły się szkiełka. Z uśmiechem na twarzy i w sercu pojechałam do pracy. Ok. 7 rano napisałam do swojego lekarza sms-a. Pogratulował, zalecił kilka rad i zapisał na wizytę. W pracy nic nikomu nie mówiłam. Rodzina też p niczym nie wiedziała dość długo, najbardziej zła na brak wcześniejszych informacji była moja Ukochana Siostrzyczka. :)
Wszystko rozwinęło się prawidłowo.
Pamiętam, jak oglądaliśmy pierwsze zdjęcia z USG, gdzie Maluszek miał zaledwie 0,27cm i jak z każdym tygodniem rósł :) Cieszyliśmy się z pierwszego pełnego 1 cm :)
Po mnie nic nie było widać, żadnych objawów ciąży, zero mdłości, humorów itp. W pracy jedynie unikałam dźwigania dzieci :)
Martę, kierowniczkę, poinformowałam 1 czerwca, gdy lekarz chciał mi już wypisać zwolnienie ze względu na pojawianie się krwiaka. Obawiałam się utracić ciążę, nie chciałam tego, znałam ból jaki jest z tym związany…. To moja druga ciąża, pierwszą straciłam w 9tyg. Potem 2 lata starań…
- Marta, jak będziesz mieć chwilę, chcę z Tobą pogadać.
- To ważne?
- odpowiedziała.
- Tak. - skinęłam głową.
- Dziewczyny, zostańcie z dziećmi, chodź Angela pogadamy.

- Nie wiem jak zacząć, trochę się boję. - zaczęłam.
- Jesteś w ciąży??   – zapytała Marta.
- Na to wygląda. Byłam wczoraj u lekarza i 6 tydzień, maluszek ma 1 cm już, a u mnie wykryto krwiaka… Nie chciałam tego zatajać, tym bardziej, że dopiero co mi przedłużyliście umowę, a ja od nowego miesiąca mam iść na nową placówkę…
- Dziewczyno, to gratuluję! Ty się ciesz i nie rycz. Wszystko z umową zostaje, przecież Ci jej teraz nie wypowiemy, pójdziesz na zwolnienie, urodzisz, a potem wrócisz do nas z maluszkiem, oczywiście dziecko i Ty na innych placówkach. I teraz pod żadnym pozorem nie widzę Cię dźwigającej :) - przytuliła mnie do siebie i otarła łezki…
- A teraz powiedz mi: wolałabyś dziewczynkę czy chłopczyka? - kontynuowała.
- Ja zawsze chciałam mieć starszego brata, więc może chłopczyka… Ale wszędzie tyle dziewczynek…
- No jest wysyp córek teraz to może i Ty będziesz mieć swoją… A nad imieniem myśleliście?
- Marta, kurcze, to dla nas takie zaskoczenie, nawet nie wiem kiedy się to stało, tyle rzeczy było do ogarnięcie, a Ty mi takie pytania :)
- odpowiedziałam.
- Ja Ci chyba nie muszę mówić skąd się biorą dzieci. - zaśmiała się kierowniczka.

Po pracy do lekarza po zwolnienie. I tak od 2 czerwca jestem na zwolnieniu.

Test ciążowy, wiadomość że jestem w ciąży nijak się do słowa: mama, mamusia; którą będę.

Tak, więc obecnie jestem w 16 tygodniu ciąży, a dokładniej 15 tydzień + 4 dni ;) Maluszek rozwija się prawidłowo, książkowo i ma już ok 10 cm :)

Jestem szczęśliwa i oczekuję każdej zmiany w sobie, w swoim ciele i już nie mogę się doczekać kiedy ujrzę moją małą kruszynkę, póki co na monitorze w gabinecie…

C.D.N.

 

Opublikowano ciążowo-brzuszkowo :), myśli swobodne, po prostu | 1 komentarz

44. „Przypomniałam sobie, że kiedyś w szkole byłam dla Ciebie niemiła. Chciałam Cię przeprosić….”

25letnia Klara wiedzie spokojne, ułożone życie, takie o jakim od zawsze marzyła. Mąż, dwójka dzieci, dom, praca, może nie ta wymarzona, ale jednak na dzisiejsze czasy każdy grosz się liczy. Kobieta w swoim harmonijnym życiu wszystko ma dokładnie zaplanowane. Zaplanowała sobie, że skończy studia, zaplanowała w jakim wieku weźmie ślub i że rok później urodzi pierwsze dziecko, Bóg w darze dał bliźniaków, ale nie narzekała na to, chciała bowiem dwójkę, a że będą w jednym czasie, tym lepiej pomyślała, gdy usłyszała dwa bijące w niej małe serduszka. Klara wraz z mężem dokładnie planowali swoją przyszłość. Zaraz po ślubie kupią mieszkanie, a za lat 5 wybudują dom z ogrodem. Takie spokojne, zaplanowane życie, gdzie na wszystko jest miejsce i czas.
Będąc w trakcie obowiązków domowym, które z resztą lubiła, uważając, że czyste, schludne i zadbane mieszkanie to podstawa rodziny, to również czystość w ich relacjach; zrobiła sobie chwilkę przerwy na kubek swojej ulubione gorącej herbaty i sprawdzenie konta społecznościowego. Masz nową wiadomość w folderze inne, pojawiło się  powiadomienie. Zerknęła, choć mąż powtarzał jej stele by nie otwierała niczego podejrzanego, by nie zawirusować komputera. To od Agaty z lat liceum.

Hej Klara. Przypomniałam sobie, że kiedyś w szkole byłam dla Ciebie niemiła. Chciałam Cię przeprosić. Wszystkiego dobrego życzę. Agata.”

Po odczytaniu wiadomości w głowie kobiety pojawiła się tylko jedna myśl: co ona znów chce, o co jej chodzi, przecież nie staje na jej drodze już od kilku lat. Obrazy z przeszłości wróciły jak bumerang. Poniżana, wyśmiewana, pogardzana…

I co teraz, odpisać coś, czy odpuścić i nastawiać drugi policzek jak za czasów licealnych. O co jej chodzi, dlaczego sobie teraz o niej przypomniała, czy to jakaś głupia zabawa?  - pomyślała Klara.

„Chciałam przeprosić, bo to było niemądre i tyle. Cieszę się, że nie masz urazy do mnie. Jeszcze raz wszystkiego dobrego”  - otrzymała w odpowiedzi.

Nic więcej nie odpisały sobie.

Co to w ogóle było’ pomyślała Klara. ‚Po co, po 7 latach się do niej odzywa? Ażeby znów się dowartościować, a ją poniżyć? Że niby teraz ją sumienie ruszyło, że zrozumiała jaka niemiła była? Po co? Co jej to teraz da? Żegna się z ludźmi, szuka wybaczenia, drogi do nieba, czy o co jej chodzi? Chce się zabawić, wyśmiać z tego co teraz odpisze? Czy faktycznie, po latach, zrozumiała że dokuczała innym, a ktoś przez nią cierpiał i chce szczerze przeprosić?  - zastanawiała się Klara.

Ludzie się zmieniają i kobieta z własnego doświadczenia o tym wie. Sama, nie jest tą małą i bezbronną osobą, jaką była choćby 5 lat temu. Jednak dopiero co uporała się z traumą z dzieciństwa, a tu wspomnienia wracają jak bumerang.
Kobieta zaczyna się trząść, dygotać, próbuje wyrwać włosy z głowy, by zapleść z nich supełek, wkłada palce do ust, by odgryźć paznokcie. Trzask. Odgłos odgryzającego paznokcia wytrącił ją z transu w jaki padła. Ocknęła się, zobaczyła wokół siebie rozlaną herbatą i kilka kłębów włosów… Dotknęła dłonią czubka swojej głowy i poczuła dziwne kłucie, poczuła że włosy zrobiły się rzadsze. Podeszła do lustra, wystraszyła się widząc swoje odbicie. Zaczęła płakać. Zadzwonił telefon, opiekunka z żłobka. Jedno z dzieci dostało gorączki i trzeba pojechać po nie. Klara szybko ogarnęła się i wsiadła do auta, przecież dzieci są dla niej najważniejsze i nic tego nie może zmienić, musi być silna dla nich i dla siebie, nie może dać się ponieść emocjom, jakie kiedyś jej towarzyszyły, liczyło się teraz i tu.

Wieczorem, kiedy dzieci już spały, siedziała z mężem i rozmawiali. Przyznała, że napisała do niej znajoma z dawnych lat, chciała przeprosić za wyrządzone krzywdy a ona na myśl o wspomnieniach wpadła w szał, wyrwała włosy, które tak bardzo pragnęła zapuszczać i obgryzła paznokcie.

To nic, to wszystko odrośnie. Nie przejmuj się tym kochanie. - powiedział Kuba. - Najważniejsze to nie możesz dawać się ponieść emocjom, a będzie dobrze. Przecież nic się nie stało, zrobiła ci coś?  Napisała, że zrozumiała swój błąd i chciała przeprosić, nic więcej. Nie myśl o tym więcej. Choć, przytul się do mnie mocniej. Kocham cię i ty jesteś dla mnie najważniejsza, zawsze o tym pamiętaj. -kontynuował.

Agata, obecnie działa w jednej z partii, ubiegała się o miejsce w sejmie, działa charytatywnie, zbiera pieniądze i rzeczy dla chorych dzieci. Na pierwszy rzut nie jest tą samą osobą, co kilka lat temu.

Czy ludzie się zmieniają? Co takiego dzieje się w życiu, że zmieniamy swój sposób zachowania, swoją mentalność? Czy faktycznie możemy pozbyć się wszystkich swoich złych cech i stać się lepszym człowiekiem?
Wierzmy, że tak.

Pamiętaj że wszystko, co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad. Dlatego miej świadomość tego, co robisz. – Paulo Coelho

 

Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, będzie mi bardzo miło, jeżeli również zajrzysz na mojego fanpage i polubisz moją stronę. Dla Ciebie to tylko chwila i jeden klik, dla mnie niezmierna radość, że nie przeszedłeś bez pozostawienia śladu. Obiecuję, że będziesz na bieżąco ze wszystkimi nowościami, chyba warto spróbować? :)

Kobiecym Sercem na FB

Opublikowano kosmetycznie, myśli swobodne, upichcone, zaczytani | Otagowano , , , , , | 7 komentarzy