29. Poczuć się jak mała dziewczynka…

Dzień ślubu to jeden z najpiękniejszych dni naszego życia.

Panuje przekonanie, że  to właśnie kobiety marzą o ślubie, rodzinie i stabilizacji. Już jako małe dziewczynki upinają sobie welon z firanki, urządzają ceremonię zaślubin Barbie i Kenowi i podziwiają białe suknie, oczekując księcia na białym rumaku.

Przychodzi taki moment w życiu każdej z nas, że poznaje mężczyznę, z którym chce spędzić resztę życia, przy którym czuje się wyjątkowo i chce się z nim zestarzeć.
Podejmują decyzję o ślubie, wiadomość obwieszają rodzinie, przyjaciołom, znajomych. Przyjmują gratulacje, niekiedy połączone ze zdziwienie, że jak to ślub, że wy razem, już do końca życia…?

- Tak,  kochamy się i chcemy spędzić resztę życia razem, a ślub nic nie zmieni w naszych relacjach, będziemy tworzyć już taką prawdziwą rodzinę.

Rodzina. Nie zawsze panują w niej wspaniale i godne naśladownictwa relacje. I tu pojawia się problem, zaprosić czy nie zaprosić, wyciągnąć rękę czy o niczym nie wspominać?
Twoja decyzja –  usłyszałam, gdy pytałam czy wypada zapraszać mojego Ojca, z którym moje relacje już dawno legły w gruzach… – jeśli tylko będziesz w stanie  na niego patrzeć, być z nim to, to zrób, ja będę przy tobie cały czas, na mnie możesz liczyć. – mówił wtedy mój Kochany.

Wiele dni i nocy spędzonych na rozmyśleniach, tak czy nie. Zadał mi dużo bólu, wiele krzywdy wyrządził mi, mojej mamie, mojemu rodzeństwu. Wybrał alkohol, porzucił rodzinę. Wybrał własną ścieżkę życia, która mu najwidoczniej odpowiada. Mieszka ponad 400km stąd, z inną kobietą, nowych dzieci (podobno) nie ma… Rozwiódł się z moją Mamą, ale nie ze swoimi dziećmi, tak się do cholery nie robi! Nie odzywał się, a gdy już zadzwonił to obwiniał o wszystko, o to że mu życie zepsułam (jestem najstarsza w rodzeństwie), że już nie jestem jego córką (usłyszałam, w przeddzień swoim 18-stych urodzin).  Słowa bardziej bolą niż obrazy z przeszłości.
Ostatni raz widziałam go 3 lata temu, na urodzinach brata. Nie byłam w stanie z nim rozmawiać, dostałam nerwowych drgawek, trzęsłam się niesamowicie… Życzył mi wówczas szczęścia w życiu, w związku, który tworzyłam i tworzę go do dziś, mówił że chciałby by było normalnie, by miał córkę i te słowa dorzuciły oliwy do ognia i uciekłam od dalszej rozmowy z nim. Wróciliśmy do stołu, siedzieliśmy naprzeciw siebie, nie byłam w stanie spojrzeć na niego, czułam tylko ciepłą rękę mojego Skarba, która potwierdzała, że jest tu ze mną…
Po śmierci Dziadka zadzwonił i zapytał dlaczego go nie powiadomiłam o tym, że by przyjechał na pogrzeb…  I chyba wtedy coś we mnie pękło, zdałam sobie sprawę, że to mój ojciec, obojętnie co się dzieje, to mój ojciec, to w połowie jego zasługa, że dzisiaj jestem, jest częścią mnie, współtwórcą mojej osoby, to w sumie dzięki niemu dzisiaj jestem kim jestem, mam wyrobione zdanie na pewne sytuacje, parę rzeczy boli, nie da się tego wymazać, czas nie leczy ran, a on jest moim ojcem…

Decyzja podjęta. Dzwonię do niego po roku od ostatniej rozmowy. Mówię, że chciałabym zaprosić go na ślub.
Cisza…
-Ty chyba sobie żartujesz, czy możesz powtórzyć to co powiedziałaś?

- Tato, w sierpniu biorę ślub i chciałabym cię na niego zaprosić, jesteś moim ojcem i chciałabym byś był ze mną wtedy, bo to dzięki tobie tutaj teraz jestem. Mówię ponownie drżącym głosem…

-Córeczko daj mi czas, oddzwonię do ciebie, nie wiem co powiedzieć.

Oddzwania po chwili, przeprasza za tamto życie, czasu nie da się cofnąć mówię. Możemy jedynie naprawić i zadbać o to co będzie, powalczyć o lepsze jutro.

Rozmawiamy około godziny. Pyta, czy nie będę mieć problemów z rodzeństwem, że go zapraszam.

- A mama, nie będzie miała nic przeciwko temu?

- To tylko i wyłącznie moja decyzja. Mama, Babcia, młodsi są przy mnie, mówili bym sama decyzję podjęła.

- A R. , co on na to? Pewnie zna naszą relację.

- Zna, wie jakie miałam trudne dzieciństwo, jak było ciężko. On też jest przy mnie i powiedział, że nie będzie decydował za mnie, stwierdził, że jeżeli będę w stanie znieść to że będziesz bez ataków nerwicy to mam cię zaprosić, żebym później nie żałowała…

Ojciec jest w szoku, płacze do słuchawki. Jest pod wrażeniem, że tak wydoroślałam, że jestem naprawdę mądrą kobietą. Miło usłyszeć takie słowa, od ojca, z który ma się takie relacje, aż mi samej łezka się zakręciła w oku.

- Córciu jest mi naprawdę miło, że o mnie pomyślałaś, pomyśleliście, będę na pewno. Obiecuję.

Kończymy rozmowę.

Dzwoni po kilku tygodniach po dostaniu zaproszenia na ślub.

-  Nie trzeba było zaproszenia. Znasz mnie i wiesz, że gdybym się dowiedział o ślubie to i tak bym przyjechał, nawet bez zaproszenia.

Dlatego wolałam się nastawić, że będziesz niż przeżyć szok i dostać ponownego ataku – pomyślałam.

I znów nasza rozmowa trwa około godziny.
Ponownie pyta, czy nie będę mieć problemów z rodzeństwem, że go zapraszam.
Chciałby przyjechać wcześniej (ślub w środę), może nawet w poniedziałek i że poszuka noclegu gdzieś w okolicy. Wspominam mu, że istnieje możliwość przyjechania wcześniej i zostania dłużej w pensjonacie, który wynajęliśmy na wesele. Wie o tym, dzwonił już tam. Tylko czy to nie będzie problemem, mam przemyśleć czy chcę, by był wraz z innymi gośćmi… Myślałam, by przygotować się w tym pensjonacie, ze względu na parę warunków domowych,  i on by tam miał być, byśmy się widywali na korytarzu… Nie wiem, nie umiem dziś odpowiedzieć sobie na to pytanie, czy chcę być tam razem z nim, może rzeczywiście lepiej by było, gdyby nocował w innym pensjonacie…?

Pyta, czyj to był pomysł, by na zaproszeniach napisać prośbę o nie przynoszenie kwiatków, które szybko tracą swój urok a zamiast tego win lub czekoladek, a zamiast prezentów koperty. Mój, przyznaję.

-Kochanie, jesteś naprawdę mądrą i wspaniałą kobietą. Rewelacyjny pomysł.

Znów się uśmiecham.

- Osobiście pogratuluję R. takiej wspaniałej kobiety, na jaką wyrosłaś i powiem by dbał o ten skarb, żeby go nie zaprzepaścił, jak ja parę lat temu…

Łzy w oczach. Czyli jednak żałuje tego co się stało, czasu nie da się cofnąć.

- Może rzeczywiście się zmienił, coś zrozumiał.? – stwierdza mój R.

-Może. Może nasze relacje znów wrócą do „normy”? Może będę znów mieć ojca, takiego prawdziwego, do którego będę mogła się przytulić, który pocałuje w czółku jak małą dziewczynkę na dobranoc. Może….

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii po prostu i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

52 odpowiedzi na „29. Poczuć się jak mała dziewczynka…

  1. dani pisze:

    Oj trzymam kciuki z całych sił, by tylko było dobrze, by relacje z Ojcem uległy faktycznie poprawie… :) Mamy bardzo podobną sytuację, z tym że to ojciec mojego P. odszedł od rodziny przez alkohol, do tej pory miał kontakt wyłącznie telefoniczny z P., drugi syn nie chce go znać… Ale tak ostatnio myślimy, w końcu urodził mu się wnuk, facet został dziadkiem jakby nie patrzeć, wypada by poznał wnuka, tym bardziej że sam ostatnio zabiega o kontakt… Myślę, że chyba warto dać szansę… :)
    No i poza tym życzę bajecznego ślubu ! :D

    • Sercem_Kobiety pisze:

      Mój brat też nie chce znać mojego ojca, w święta wyciągnął do niego ręka, powiedział mu że mu wybacza to wszystko, a ten się go zapytał czy dobrze się czuje, więc mój brat stwierdził że już go ta osoba nie interesuje…
      I właśnie zawsze to gdzieś się pojawia. To mój ojciec… Mimo otwartych ran i wielkiego bólu…
      Mam nadzieję, że nic szczególnego w ten dzień się nie wydarzy i wszystko potoczy się najpiękniej jak można sobie wyobrazić :)

      A ślub w sierpniu, więc niebawem :)

      Pozdrawiam,
      dobrej nocki!
      A.

  2. ~M pisze:

    Blizny zostają na całe życie, wspomnienia czasem zachodzą mgłą. Lecz to miłość sprawia, że wybaczamy i idziemy dalej. I oby i tym razem miłości się powiodło, aby wyleczyła rany przeszłości i otworzyła drzwi przyszłości. Życzę Ci udanego ślubu ;)

    • Sercem_Kobiety pisze:

      Sama nie wiem czy to miłość, to na pewno tęsknota. Tęsknota, za czymś czego co prawda nie było…
      A rany są i będą, po prostu patrzę na tego Człowieka i mam przed oczami obrazy z przeszłości… Może kiedyś to minie?
      Chciałabym jedynie na swoim weselu się uśmiechać i trząść się z nerwów, że On tutaj jest…
      Trzeba być dobrej myśli :)

      Pozdrawiam i dziękuję za wypowiedź :)
      A.

  3. ~Łońska pisze:

    Hej jestem u Ciebie pierwszy raz i bardzo mocno się wzruszyłam. Też mam takiego ojca. Co prawda nie odszedł od mamy ani ona od niego, ale pił. Teraz jest już ok, ale dużo przeszłam. Zmienił się a ja mu wybaczyłam. Może Twój też się zmienił :) Życzę Ci udanego wesela i wspólnego życia z mężem oraz poprawy relacji z ojcem. W końcu ma się tylko jednego.

    • Sercem_Kobiety pisze:

      Hey,
      witaj i przepraszam, że tak mocno Cię z rana wzruszyłam… :)
      Alkohol potrafi zmienić życie to prawda. I niekoniecznie na lepsze.
      Czy ludzie się zmieniają? Czy może to taka maska założona na chwilę? Nie wiem, ale wiem, że nie chciałabym znów cierpieć.
      Czy ja jemu wybaczę? Nie wiem, nie potrafię na to odpowiedzieć.
      Chciałabym, by było normalnie, bym mogła przytulić się do swojego taty, by pocałował w czółko jak małą dziewczynkę… A to raczej tęsknota, za czymś czego nie było, a nawet jakby to nie pamiętam by było…
      Chciałabym jedynie na własnym weselu się uśmiechać, nie chcę przeżywać znów ataków nerwicy… Ale gdy patrzę na tego Człowieka, mam przed oczami obrazy z przeszłości, których nie da się tak łatwo wymazać…

      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny :)
      A.

  4. ~ja i moje urwisy pisze:

    Oby bylo tak jak powinno :)

  5. Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Kochajcie się i szanujcie, a wtedy wszystko będzie się układało jak najlepiej. Relacje z ojcem niech się poprawią, tego też Ci życzę. Moim dzieciom się to nie udało. Odezwał się po wielu latach milczenia, naurągał córce przez telefon, z synem gadał trochę grzeczniej, nawet się z nim spotkał, teraz znowu milczy. Ech, tak to bywa z tatusiami…
    Pozdrawiam serdecznie

    • Sercem_Kobiety pisze:

      Niestety niektórzy nie dorośli do roli ojca i dlatego nigdy nimi nie będą.

      Pozdrawiam :)
      A.

  6. Piękny wpis, poruszający.. relacje z rodzicami nie zawsze układają się po naszej myśli. Mimo wszystko ojciec, matka, brat, siostra to najbliższa rodzica i nawet jeśli nie zawsze postępują wobec nas uczicwie pozostaną rodziną. Chyba nie warto zamykać się tak na drugiego człowieka, każdemu należy się szansa nawet gdy popełnił wielki błąd..

    Życzę Tobie i Twojemu tacie dużo wybaczenia i spokoju ;)

    • Sercem_Kobiety pisze:

      No właśnie, masz rację, to rodzina. Każdy człowiek popełnia błędy… Tylko jest się w stanie zrozumieć swój błąd i go naprawić?

      Pozdrawiam,
      A.

      • Są sytuacje, które zmienają ludzi o 180stopni, wtedy świat wygląda inaczej i inaczej postrzega się pewne sprawy. Jak jest w przypadku Twojego taty? Nie wiem.. dajcie sobie trochę czasu, czas najlepiej zweryfukuje czy zmiany są prawdziwe i trwałe

  7. ~awiola pisze:

    Trudno jest wybaczyć, lecz chyba trudniej żyć z piętnem, że jednak coś można było zrobić. Mądra decyzja, którą popieram w zupełności.

  8. ~Morgana pisze:

    Witaj :)
    Jestem z rewizytą :)
    Twój posty daje do myślenia.
    Ja z natury wybaczam wszystko, nawet te złe relacje, bo wtedy sami się oczyszczamy.
    Ojciec, to ważna osoba, bliska. Niektórzy popełniają w życiu błędy, ale nie należy takich ludzi przekreślać.
    Poczekaj, czas wszystko wyjaśni.
    Pozdrawiam mile i życzę powodzenia :)

    • Sercem_Kobiety pisze:

      Witaj,
      owszem wybaczyć trzeba, trzeba się tego nauczyć, choć jest trudno i bardzo boli…

      Może z czasem życie pokaże inny scenariusz, o którym wciąż myślimy?

      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny :)
      A.

  9. ~JoAnna pisze:

    Witaj,
    życzę Ci dużo, dużo dobra na nowej drodze życia i dobrej relacji z tatą.
    W Desideracie napisano:

    „O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.” – i myślę, że to jest dobra rada dla nas wszystkich.

    Pozdrawiam serdecznie, JoAnn.

    • Sercem_Kobiety pisze:

      Tylko, żeby to wszystko było proste i byśmy nauczyli się trudnej sztuki wybaczania…

      Pozdrawiam i dziękuję za wypowiedź :)
      A.

  10. marika pisze:

    Piękny wpis! Szczerze o tym o czym nie każdy ma odwagę mówić głośno. Trzymam kciuki żeby się wszystko ułożyło! A twój blog dodaję do moich ulubionych, tak żeby mi nie zginął w blogosferze! (http://e-galimatias.blog.pl/)

    • Sercem_Kobiety pisze:

      Ojjj, dziękuję ślicznie i jeszcze dziś zaglądnę do Ciebie.

      Niektóre sprawy bolą, są trudne, ale trzeba umieć o tym rozmawiać, nie wolno dusić w sobie.

      Pozdrawiam.
      A.

  11. ~ernata pisze:

    do pewnych decyzji sie dorasta… Jeśli tylko wszyscy zachowają sie jak należy to ślub i wesele będzie najpiękniejszym dniem w życiu :)
    Czy to będzie niezwykły ślub zależeć będzie od ojca…

  12. ~Thalia pisze:

    Witaj, jestem w bardzo podobnej sytuacji do Twojej tylko osobą, która przysporzyła wiele cierpienia jest moja mama. Dla alkoholu zostawiła wszystko. Prace, rodzine..wyprowadziła się, zamieszkała z mężczyzną podobnym do niej samej, pije do dziś, odwróciła się od wszystkich i wszystkiego. Nie dzwoni, nie odbiera tel, nie odwiedza, czasem na urodziny czy święta wyśle smsa z życzeniami. W zeszłym roku siostra miała ślub, zaprosiła mamę ale ona nie pojawiła się nawet w Kościele. Ja podjęłam decyzję, że nie będe jej zapraszać. Nie jest to już dla mnie nikt bliski. Skończyłam też z dzwonieniem, odwiedzaniem, ona tego nie chce. Nie odbiera telefonów, nawet nie otwiera drzwi a słyszę że jest w mieszkaniu. Myślę, że zrobiłam wszystko żeby utrzymać jakiekolwiek relacje ale ona tego po prostu nie chce. Żałuję, myślałam jeszcze kiedyś, że mnie kocha. Byłabym w stanie wybaczyć wszystko, oddać wszystko żeby tylko przestała pić. Na dzień dzisiejszy jest to nierealne. Moj ślub niestety odbędzie się bez mamy. Tobie życzę żeby wszystko potoczyło się pomyślnie.

  13. ~Gaja pisze:

    ze starych spodni się nie wyrasta…. niestety…

  14. ~Orlica pisze:

    Bardzo ciekawy wpis, niestety nas dzieci braci i siostr alkoholikow jest naprawde duzo. Sama kiedys zamierzam zalozyc rodzine i zastanawiam sie czy zaprosic swoja pijaca siostre. Narobiła mi sporo krzywd w zyciu miesiace nie przespanych nocy tłuczenie sie itd itd kiedys o tym rozmawialam z mama i juz podjełam decyzje ze nigdy jej nie zaprosze na swoj slub ani przyjecie weselne nie chodzi tu o zadne zawisci poprostu nie zasluguje na to by swietowac ze mna dla mnie tak wazny dzien. Z relacjami tak juz jest ze trzeba je utrzymywac i nad nimi pracowac nie mozna wciaz przekraczac pewnych granic. Mam nadzieje ze twoje wesele bedzie jak najbardziej udane i nic i nikt niezdoła popsuc tego waznego dnia! :) pozdrawiam

  15. ~Joanna pisze:

    Witaj.Gratuluję Ci odwagi.miałam taką samą sytuację ale nie potrafiłam wyciągnąć pierwsza ręki.Nie było go na moim ślubie,przy narodzinach mojego dziecka.Z tego co wiem on żałuje i chce poznać wnuczkę.Masz rację gdyby nie on nie byłoby nas…Pozdrawiam

  16. ~kobieta-nie-typowa pisze:

    Masz sporo odwagi i mądrości. Nikt nie mógł by mieć pretensji gdybyś go pomięła. To co zrobiłaś wymagało odwagi.

  17. ~Marta pisze:

    Witam,
    przeczytałam Twój wpis i bardzo się wzruszyłam. Widać wiele jest osób z podobnymi życiorysami…
    Mój ojciec (dawno tak na niego nie mówiłam) ma dziś urodziny. Pamiętam datę, zawsze pamiętałam, bo w końcu byłam córeczką tatusia, do czasu… Jeszcze 3 lata temu obchodziliśmy razem w trzeźwości jego 50-te urodziny. Miesiąc później już on „nie miał dzieci”…I tak jest do tej pory. Przez ten czas wzięłam ślub (na który nie przyszedł) i urodziłam niedawno synka (którego nie widział i nie zna). Nie wyciągam już ręki, bo zrobiłam to kilka razy i zawsze na koniec byłam, jak to ujmuję, kopana w… Oczywiście, nachodzą mnie często myśli, aby się odezwać, ale szybko mijają kiedy przypomnę sobie jak mnie skrzywdził.
    Tobie życzę wszystkiego co najlepsze i aby Twoja decyzja nigdy nie sprawiła Ci znowu bólu. Abyś mogła ten wyjątkowy dzień spędzić w jak najlepszej atmosferze.

    A tymczasem swojemu synkowi powtarzam, że co by się nie działo, on zawsze będzie moim dzieckiem :)

  18. ~Bet pisze:

    Akoholizm to straszna choroba. Niszczy nie tylko chorego, ale i najbliższych, którzy doświadczają bólu, strachu, często nędzy i upokorzeń. Alkoholik chce, by było dobrze, myśli o tym, ale tylko do czasu, gdy znowu wpadnie w trans. Wtedy nic się nie liczy. Gratuluję odwagi. Mam nadzieje, ze on zachowa się godnie, a Twoim najbliżsi.zniósł jego osobę, bez robienia sobie wzajemnie przykrości. Mam nadzieje, ze teraz ten Pan nie pije. Proponuje jednak z grona przyjaciół, czy rodziny mieć w zanadrzu kogoś, kto w razie kłopotów ma tyle siły, taktu i przekonywania, by gościa odprowadzić do pokoju, zawieźć do domu, bo to Ty masz się dobrze bawić, nie myśleć o wszystkim. życzę udanej zabawy i udanego życia. Dajesz temu człowiekowi ogromną szansę i oby jej nie zmarnował.

    W

  19. ~Sara pisze:

    W przyszłym roku biorę ślub i mam ten sam problem z ojcem mojego P. Oboje nie wiemy czy zapraszać go czy nie i jak to wszystko miałoby wyglądać gdyby spotkali się na ślubie.

  20. ~cel pisze:

    witaj…pozdrawiam….mam nadzieję że Ci się uda…..mój niestety mało że sam nie przyszedł to jeszcze zabronił swojej rodzinie…nastraszył że zrobi mi z wesela pogrzeb….chyba nie chcieli ryzykować….ale jak Tobie się uda to tylko się cieszyć ze są tacy co mądrzeją:)

  21. ~Ola 25 pisze:

    Ja swojego ojca widziałam ostatnio ponad 15 lat temu. I to właściwie tylko przypadek sprawił, że się pojawił wtedy w naszym życiu, by ponownie z niego uciec. Przez około rok przesyłał mi i mojej siostrze jakieś paczki ze słodyczami, listy, a potem już całkowicie przestał istnieć.
    Nie wyobrażam sobie tego człowieka na moim ślubie. Nie wyobrażam sobie także go w ogóle w moim życiu. Ale opisana sytuacja jest inna, więc mogę jedynie powiedzieć jakie są moje prywatne odczucia…

  22. ~ewa pisze:

    Bylam zona alkoholika, moja corka byla corka akoholika. Nie bil nas, nie wyzywaln niestety potrafil ukrasc ostatnie pieniadze z portmonetki, sprzedawac rzeczy z domu, nie zawachal sie nawet sprzedac rzeczy corki. Jego chorobe ja przyplacilam depresja, pobytem w szpitalu, pewnego razu postanowilam zerwac z tym zyciem, wyprowadzilam sie z corka. Potem utrzymywalismy nawet dobre stosunki, ja znalazlam prace w Niemczech, moja corka byla na tyle dorosla, ze mogla zamieszkac sama. Maz byl chory,( orzez akohol) potrzebowal opieki, wymuszalam na corce wizyty u ojca. Zaniosla obiad, oprala. Moja mantra bylo „prosze-jak mnie kochasz, idz i zrob”. Maz zmarl nagle i teraz nasza corka jest mi wdzieczna za to, za to, ze nie pozwolilam, by „zdechl pod plotem”. Pamietajcie, zycie nie trwa wiecznie a potem trzeba zyc bez obawy, ze nasze sumienie „bedzie gryzlo”.

    • ~Marta pisze:

      Masz rację z sumieniem, często o tym myślę, ale ile razy można? Po prostu brak mi już sił na kolejne odrzucenie…

  23. ~Ewa pisze:

    Witam, wzruszyłam się czytając Twój post. Mam podobną, choć nie tak samą sytuację. Mój „tatuś” zostawił moją mamę gdy miałam 4 lata. Nie pił (chyba), używał przemocy, nie pomagał przy Nas. Jak odszedł płacił „alimenty”, za które mamie ciężko było utrzymać 3 małych dzieci nie mając pracy.
    Mam dwoje starszego rodzeństwa, nie utrzymujemy z nim kontaktu ani on z nami. Jest dziadkiem, pewnie o tym wiem ale ma to gdzieś tak jak moją Mamę i Naszą trójkę. Siostra nie zaprosiła go na swoje śluby (cywilny i kościelny) ani chrzest synka. Nadal mieszka z mamusią w tej samej miejscowości rodzinnej, w której się wychowałam. Podobno jak widział któreś z Nas odwracał wzrok. Na 100% jestem pewna, że nie zaproszę go na ślub. Ciężko mi powiedzieć, czy go nienawidzę, na pewno czuję żal. Na pewno nie kocham go. Nawet nie wiem jak wygląda… i nie chcę wiedzieć. Wiem gdzie mieszka, w którym domu i na jakiej ulicy.
    Teraz, gdy minęło 20 lat i jestem w szczęśliwym związku z mężczyzną, który pochodzi z pełnej rodziny, ciężko mi rozmawiać z tatą S. Takie oto piętno dziecka z niepełnej rodziny… Z wiekiem jest łatwiej do tego podchodzić, ale żal pozostał i nigdy nie zniknie.

    Życzę udanego ślubu, wesela i wszystkiego dobrego na nowej drodze życia z przyszłym mężem;) Pozdrawiam;)

  24. ~Janusz z Gdańska pisze:

    Mój życiorys podobny. Choć przeżyłem już 60 lat, to pewne sprawy tkwią w naszych sercach. Mój ojciec dużo pił, potem bił. Nieważne, że mieliśmy kilka lat. Musieliśmy być jak dorośli. Mama ratując nas przed tragedią rozwiodła się gdy miałem 6 lat. Ojciec wyjechał w nieznanym kierunku. Alimentów nie płacił. Po latach spotkałem go, chciałem pogadać, ale dał do zrozumienia, że nic go z nami nie łączy oprócz nazwiska. Nie zaprosiłem go na ślub, gdyż uznałem, że nie zaprasza się osoby, która nie chce być z tobą w tak ważnym dniu. Choć będąc w wojsku chciałem poprawić nasze relacje. Dopiero po wielu latach, napisałem do niego, że mu wybaczam to co nam zrobił. Po 2 -ch latach odwiedziłem go. Myślałem, że coś do niego dotarło, ale niestety. Obrażał moją mamę i babcię, które włożyły dużo wysiłku by nas wychować na dobrych ludzi (było nas dwóch braci). Rzucił się na mnie z laską, bo zwróciłem mu uwagę, by nie obrażał mamy, babci i rodziny. Powiedziałem mu, że mu wybaczam ale nie zapomnę tego co nam zrobił. Zmarł w 2007 r. Nie poznał mojej rodziny. Byłem z żoną na pogrzebie. Choć tyle złego od niego wycierpiałem, wybaczyłem mu. Tak po ludzku i chrześcijańsku. Dziś, po prostu mi go szkoda i gdy odwiedzam jego grób, jest mi smutno. Opuszczony przez wszystkich, zaniedbany. Miał jeszcze dwóch synów w drugim związku. Ale oni też nie chcą o nim dobrze mówić. Im też zgotował ciężki żywot.
    Tobie życzę, by Wasze relacje miały dobry klimat. Na pewno nie od razu wszystko się poukłada ( bo są zaszłości). Ale jeśli jest szansa warto spróbować. Powodzenia i wszystkiego dobrego na Nowej drodze życia. Powodzenia.

  25. ~kammak pisze:

    Oj smutne to… znam z autopsji. Ciężki to i smutny temat. Mój ojciec nie skorzystał ze swojej szansy i nie pojawił się na weselu ale ja nie wręczyłam mu zaproszenia, a zawiadomienie o ślubie. Może powinnam wtedy wyciągnąć rękę do zgody mimo żalu, bo w końcu wiele lat był dobrym ojcem zanim zaczął pić… może wtedy jego los też potoczyłby się inaczej…może, a może upiłby się i zepsuł najpiękniejszy dzień w życiu… wiem, że całą tamtą noc pił i płakał. Urażona męska duma, brak kontaktu przez kilka lat – z jego winy. Teraz już go nie ma, nie poznał swojego wnuka… ciężko z tym żyć. Czasem warto zaryzykować i spróbować się przełamać, bo potem może być już za późno. Dlatego gratuluję odwagi i życzę happy edn-u, Wszystkiego Naj na Nowej Drodze :) pozdrawiam

  26. ~Kamila pisze:

    Czytając to co napisałaś wróciły wspomnienia,ból,żal,ze tak długo czekałam i nie umiałam sie przełamać aby chociaz spróbować naprawić stosunki z moim ojcem.
    Gdy miałam na tyle sił aby pojechać do Niego,niestety tego dnia zmarł,mimo ze nie miałam zbyt dobrego kontaktu z moim ojcem właściwie od kad pamietam (miał problem z alkoholem)bardzo przeżyłam jego smierć bo jednak po części to dzięki Niemu jestem na tym świecie.
    Niestety nie mam żadnych dobrych wspomnień z Nim związanych a jednak czasem boli to ze juz nigdy nie bede mogła Go zobaczyć,mój maz niestety nie zdążył Go poznać…
    Dlatego spróbuj nawet jesli sie boisz ze znów Cie zrani,zawiedzie,ślub jest dobrym powodem aby naprawić choc troche stosunki z Ojcem a moze kiedyś po malu jakoś sie wszstko ułoży tego Ci życzę z całego serca.

  27. marika pisze:

    A ja powiem krótko, że najważniejsza jest miłość i ona wszystko zwycięży. (http://e-galimatias.blog.pl/)

  28. ~Sila Lila pisze:

    Wpadłam tu przypadkiem…od bloga do bloga. Nie będę owijała w bawełnę…przeczytałam ten wpis i pomyślałam- Ja nawet nie jestem na etapie myślenia o rozmowie z ojcem…choć historia a historia…każda jest inna. Po prostu taka była moja myśl.

  29. ~wioleta4444 pisze:

    Oby wszystko się dobrze ułożyło. Może wasze relacje się poprawią. Nie wiem co ja bym zrobiła, choć byłam w podobnej sytuacji, tylko nie z tatą ale z chrzestnym. Rodzinka miała kiedyś spięcia. Pytałam się rodziców o zdanie, ale to samo powiedzieli co tobie twoja rodzina, że to tylko moja decyzja. Przypomnieli czemu się nie odzywają do siebie. Chrzestny nie był nawet na mojej komunii.. Zastanawiałam się czy go zaprosić, ale jednak odpuściłam. Nie chciałabym gdyby jednak przyjechał i doszło do jakichś spięć, by wszyscy siedzieli jak na szpilkach. Chciałam by ten dzień był radosny.
    Pozdrawiam Cię Serdecznie. Zadomowię się u Ciebie jeśli pozwolisz :)
    Zapraszam: czekamynacud.blog.pl

  30. latawiecaga pisze:

    Piękny wpis, piękny blog, piękna Ty. Widać nie jestem sama i są tez inni którzy poszukują tak po prostu rodziny… Dodaje do ulubionych i zapraszam do siebie http://makefallinlove.blog.pl/

  31. ~Canna pisze:

    Życzę, aby wszystko się potoczyło według Twojej myśli. A kiedy Wasz dzień? Ja brałam ślub ponad trzy tygodnie temu… Mój tata zmarł kiedy miałam pięć lat… Zaprosiłam na swój ślub ojczyma, który z różnych przyczyn nie mieszka już z moją mamą – powiedział mi wprost, że nie przyjdzie… że nie chce – bolało mnie to bardzo, ale przeszłam już nad tym do porządku dziennego.

  32. ~juli50 pisze:

    Witaj, bardzo spodobal mi sie Twoj caly blog. Jeste, poczatkujaca zalozycielka bloga, dopiero zaczynam. Moj slub byl 30 lat temu, ale pamietam kazdy szczegol bo byl to najpieknieszy dzien w moim zyciu. Byl to bardzo ciezki czas w Polsce, ale i tak jak na tamte czasy uwazam, ze mialam piekna suknie, welon i wspyniale wesele. Jednak jesli chodzi o moje stosunki z ojcem, hmmm…nie mialam go wcale. Oczywiscie wyszukalam gdzies jego adres i wyslalam zaproszenie na slub, lecz niestety nie skorzystal. Zyj swoimi marzeniami i spelniaj je, bo tak naprawde, przez nastepne lata bedzie dla Ciebie wazny tylko Twoj wlasny maz i dzieci. Zycze Ci zeby wszystkie Twoje marzenia sie spelnily.
    Zapraszam Cie serdecznie do siebie :)

  33. ~Agulka:-) pisze:

    Ja,jestem szczesliwa singielka, czekajaca na tego jedynego…no, niby ktos jest, sytuacja sie klaruje(do zobaczenia Dareczku 21.08. na sopockim molo).Pamietam o modraku we wlosach.Bylam zaledwie pare lat temu na slubie…wlasnego ojca.Kiedys byl innym czlowiekiem, niz teraz.Slub, zona, odmienily Jego zycie.I jest teraz moim idealem faceta.Odwazyl sie rozwiesc w wieku 50 lat, a to wymaga odwagi, zmienic swoje zycie.Bowiem, udowodnil swojej kobiecie, teraz zonie,ze jest dlaNiego najwazniejsza i nie jest godna miana i statusu kochanki.

  34. ~Kasia pisze:

    Depresję da się pokonać trzeba mieć duzo samozaparcia i korzystac z różnych metod. Jak dla mnie zbawienny okazał się rytuał pomagający wyjść z depresji wykonany przez Samaela. Po nim znowu mam siły na zmagania z codziennością.

  35. ~taki pisze:

    Czadowo piszesz

  36. bede tu powracać bo fajnie piszesz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>