34. Przykładna żona czy służąca własnego męża…?

Witajcie ;)

Przyuważyłam, że ostatnio na dość znanym i popularnym portalu społecznym dużo osób udostępnia pewne zdjęcie (obrazek).

stylowi_pl_inne_24401620
Głównymi, i chyba jedynymi, osobami które udostępniają powyższy tekst są kobiety. Czy naprawdę jest nam aż tak źle w dzisiejszych czasach? Czy naprawdę tak bardzo się musimy starać? O kobiecie, kobiecości, pisałam już niejednokrotnie, np. tu albo tu i na poprzednim blogu.
Owszem, w dzisiejszych czasach dużo się wymaga od kobiet. Współczesne panie muszą pogodzić kilka ról: matki, żony, gospodyni domowej, pracownicy… I znaleźć w tym wszystkim czas dla siebie, by zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie samej; nieważne czy to będzie czytanie gazet, książek, ćwiczenia czy chwila w samotności, w spokoju z ulubioną kawą czy herbatą. Bardzo często rezygnujemy z tego, bo najzwyczajniej w świecie nie mamy już po prostu sił. A trzeba pamiętać, że siła jest kobietą ;)

Tylko na ile może sobie pozwolić kobieta, by nadal była przykładną żoną, matką a nie już służącą? Kiedy po raz pierwszy usłyszałam wypowiedź „idealnego modelu rodziny” na zajęciach z psychologii śmiałam się z tego jak głupia i się zastanawiam czy to w ogóle możliwe, czy ktoś sobie żarty robi.



Mój Mąż też był zdziwiony tymi słowami, to aż wydaje się nieprawdopodobne.

Ale kiedy kolejny raz koleżanka odmówiła spotkania, zapytałam o prawdziwy powód, bo już nie wierzyłam, że znów jej coś wypadło, nie chciała nic mówić. Zebrałam się i pojechałam do niej. Jakież było jej zdziwienie, gdy mnie u progu swojego domu zobaczyła.

- Kochana, co się dzieje, mów.
- A co mam Ci powiedzieć? Nie mam czasu na spotkania. Wybacz. Jestem matką i żoną na cały etat i nie mam nawet czasu wypić kawę w spokoju.

Zamknęłam drzwi od wewnątrz, przyglądnęłam się mojej znajomej, kiedyś radosnej, uśmiechniętej, od której biło ciepło, a dziś stała jak wrak, bez wyrazu twarzy, ze smutkiem w oczach i ze ścierką w dłoniach przyodziana w pobrudzony już fartuch.

-Zobacz tylko, ten dom, te dzieciaki, wszystko na mojej głowie, ja już nie daję rady… Codziennie rano wstaję o 5, szykuję swojemu kanapki do pracy, potem budzę dzieci, muszę je wyprawić do szkoły i żłobka, odprowadzam, wracam do domu szybko sprzątam, idę na kurs, po drodze robię zakupy, odbieram dzieci i znów: obiad, małego trzeba jeszcze trochę pokarmić, ze starszym nad lekcjami posiedzieć. Dzieciaki się bawią, a wiesz jak ja lubię porządek, to znów trzeba posprzątać, bo oni tak dokładnie tego nie zrobią. Na spacer z dzieciakami, na podwórko, by się wyszumieli. Pod wieczór mój wraca, to znów obiad trzeba odgrzać, zostawi talerz, nawet nie podziękuje, i znów trzeba myć te gary. A pan mąż gapi się w telewizor, bezmyślnie przełączając kanały. W dodatku występuje wówczas w spodenkach i podartym, pamiętającym o wiele lepsze czasy podkoszulku. A ja co? Pranie, prasowanie, mycie podłóg, dzieci spać trzeba położyć i samemu trzeba się myć i spać, bo od jutra to samo. I powiedz mi, gdzie ja w tym wszystkim mam się jeszcze z tobą spotkać, sama widzisz że nawet nie mam czasu porządnie się wysikać, a ty mi mówisz o kawie, wieczornym wyjściu… Kochana. Tak teraz wygląda moja rzeczywistość.

Popatrzyłam na swoją znajomą, w oczach miała łzy. Żal mi się jej zrobiło. Nie wiedziałam, że jest w takiej sytuacji. Pewnie niejedna z nas ma taki harmonogram dnia, ale jeżeli to chodzi o bliską osobę tym bardziej uderza. I wtedy przypomniały mi się zajęcia z psychologii, że jednak to nagrania mogło być prawdziwe. Co prawda nie aż w takiej wersji, że kobieta sprzedaje puszki po piwie, by miała na waciki… Kocha ona bardzo swojego męża, który teraz jest Panem Mężem, który jest zdania, że jak zarabia i utrzymuje rodzinę to nic więcej nie musi robić. A moja znajoma, jak każda kobieta, potrzebuje bliskości, przytulenia, wsparcia, zrozumienia i pomocy. Wyznała mi również, że ich relacje łóżkowe się zmieniły, a zbliżeń jest znacznie mniej, początkowo mąż zmęczony po pracy, a teraz oboje. Gdy ona chce, zdarza się, że mąż ją odtrąca, a gdy on chce, ona się poddaje, bo go tak pragnie a zarazem płacze w trakcie zbliżenia, że znów dała się, by mąż się zaspokoił.
To nie wszystko. Kobieta jest również, jakby to nazwać, dręczona psychicznie przez pana męża. Mąż ma pretensje, że żona znów chodzi po domu w dresie, że dawno nic nie robiła z fryzurą, że nie potrafi się ubrać jak gdzieś wychodzą a poza tym jak ona w ogóle wygląda,że już nie taka laska jak kiedyś;  że już się nie uśmiecha, a nawet ma pretensje, że znów na obiad spaghetti, albo że nie doprawione tak jak ostatnio…

Żal mi takich Kobiet. Nie zostawi męża, bo go kocha, bo są rodziną, a mąż podobno się stara, ale mu nie wychodzi…
Kobiety, bądźmy silne, walczy o siebie, by codzienna rzeczywistość nie zamieniła się w przykry obowiązek. Nie pozwólmy, by nasza radość i optymizm znikł. I nie pozwólmy, by w naszych oczach zamiast uśmiechu pojawiły się łzy! Chyba, że to łzy szczęścia.

A.

Ten wpis został opublikowany w kategorii myśli swobodne i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

28 odpowiedzi na „34. Przykładna żona czy służąca własnego męża…?

  1. ~Wiola pisze:

    Jakie to prawdziwe. Ja powoli zaczynam czuć to samo.. liczę na to ze kiedy dziecko zacznie chodzić to będzie lepiej. Szkoda, że nie mam obok kogoś komu mogłabym chociaż na godzinę dziennie powierzyć Malucha. :)

  2. Ech, skąd ja to znam, dobrze, że już poza mną takie tyranie. Wreszcie czuję, że żyję (dzieci już dorosłe, a od rozwodu minęło lat 18) Już nawet jak zostałam sama z dziećmi i musiałam im zastąpić i matkę, i ojca, nie było tak źle, bo jednego trutnia mniej do obsługi miałam. Nie powiem, że łatwo było, ale przynajmniej w nocy mogłam spać spokojnie, nie musząc spełniać mężowskich zachcianek mimo zmęczenia. A teraz i seks cieszy i czasu więcej dla siebie :D
    Pozdrawiam

  3. ~Ja i moje urwisy pisze:

    Może warto pokazać wtedy mężowi, że dom sam się nie sprzata i niech ruszy cztery litery?…U mnie też tak czasem bywa, ale jak mam okazję wyjść, a mąż jest w domu wychodzę i niczym się nie przejmuję (oprócz tesknątą za dziećmi). Czasami same robimy z siebie roboty i służące….

  4. ~mała-myśl pisze:

    Myślę, że wiele jest takich kobiet jak Twoja znajoma.. Ciężko im musi być, a najgorsze jest to, że nie wiedzą jak mogłyby poprawić swoją sytuację, co mogłyby zmienić żeby żyło im się trochę lżej. Przykre :/

  5. ~Mona Lisa pisze:

    Świetny tekst. Jednak mnie nie jest żal takich kobiet – na własne życzenie mają taki los. Od początku powinny cedować część obowiązków na męża/partnera i walczyć o siebie. W sytuacji Twojej znajomej może być już zbyt późno na radykalne zmiany. Pozdrawiam.

  6. ~piacere pisze:

    Wydaje mi się, że kobiety coraz częściej teraz nie chcą dać się wpędzić w domowe pielesze, jednak wiele z nich wciąż nie widzi wyjścia ze swojej sytuacji. A fakty są takie, że im dłużej trwamy w takim układzie, tym cięzej nam przerwać błędne koło i zostajemy z tą swoją depresją i żalem do całego świata same ;( Nie można na to pozwolić. Kobieta, która zna swoją wartość często w takiej sytuacji czuje się nieszczęśliwa i to jest najgorsze. Musimy pamiętać w tym wszystkim przede wszystkim o sobie.

  7. ~ciszawsobie.bloog.pl / Dominika pisze:

    Smutno mi to tym wpisie. Każda kobieta nie powinna być niczyją służącą. Rozumiem sytuacje, gdy mąż wraca późno z pracy, w której pracuje fizycznie i to ciężko i kobieta musi ogarnąć dom, dzieci, ugotować itp. W innej sytuacji nie popieram aby to kobieta wszystko na swoich barkach dźwigała. Dzieci absorbują uwagę aż nadto i mąż powinien pomagać, bo rola męża nie kończy się na spłodzeniu potomka.
    Pozdrawiam i bardzo się cieszę za ten wpis. Kobiety powinny walczyć o chwilę dla siebie, bo nie są wołami.
    :)

  8. Jeszcze rok temu byłam taką kobietą jak Twoja znajoma. Cały czas krążyłam w okół dzieci i męża. On zero obowiązków- ja wszystko robiłam. Zaniedbana, z odrostami do ucha, w dresach, bez makijażu.. Koniec tamtego roku był dla mnie momentem przełomowym. Zaczęłam malować paznokcie i lepiej się ubierać, to dopiero był szok dla męża. Wprawdzie jesteśmy już po rozwodzie, ja zostałam z dwójką małych dzieci, dla których jestem matką i ojcem, ale jestem szczęśliwa, oddycham. Czasem zmęczenie wygrywa, nie mówię, że nie. Jednak staram się wstawać rano, brać prysznic, malować się- dopiero później budzą się dzieci i jestem cała dla nich. Najważniejsze jest tak jak piszesz- znaleźć chwilę dla siebie w całej tej gonitwie. Wspieraj swoją koleżankę- bardzo tego potrzebuje.

  9. Ciekawa pisze:

    tylko czasem jak to łatwo powiedzieć, zrób coś, sceduj obowiązki na partnera, ale czasem się po prostu nie da… mi tych kobiet nie jest żal, ja je po części rozumiem, że dla dobra przez nie pojmowanego szczęścia rodziny kładą na szali swoje szczęście…
    zbyt dużo przykładów się naoglądałam, aby widzieć świat tylko w czarno białych barwach….

    pozdrawiam :)

  10. ~xyz pisze:

    Rozmowa jest kluczowa ale nie rozumiem kobiet, które żyją w takim absurdzie w imię dobra, szczęścia rodziny. Jakie dobro, jakie szczęście? Że dzieci mają nieszczęśliwą matkę z podkrążonymi oczami, która nie ma dla nich czasu bo ciągle sprząta, gotuje wręcz lata w powietrzu? A tato? Wzór dla dzieci? Przed telewizorem i czeka aż żona poda talerz pod twarz, zabierze, umyje i jeszcze poklepie po ramieniu. Jaki to przykład dla dzieci… Później dzieci mają jakiś krzywy obraz rzeczywistości jak być (nie)powinno. Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. ;) pozdrawiam

  11. Ruda pisze:

    Dzisiejsza kobieta ma przerąbane… Kiedyś miała na głowie „tylko” dom i dzieci, za to obecnie i dom, i dzieci, i bardzo często pracę zawodową. I wszystko stara się ze sobą pogodzić, co, moim zdaniem, nie do końca jest możliwe.
    Kobieta sama musi zawalczyć o sprzyjający czy sprawiedliwy podział obowiązków, tak sądzę. Jak pokaże, że jest super we wszystkim, otoczenie na pewno z tego skorzysta :)

  12. ~Pelasia pisze:

    Jak za dużo się pokaże, to każdy chętnie skorzysta, trzeba się pilnować, żeby niewolnicą swoich najbliższych nie zostać.

  13. ~atena.s pisze:

    Bardzo mi bliski tekst i sytuacja, którą opisałaś, ale ja się nie dałam. Doszłam to tego momentu co twoja znajoma, ryczałam, wyłam i miałam dość takiego życia. Mąż pracował na utrzymanie rodziny, dzieci małe a ja bez perspektyw na zmianę. Wizja bycia gospodynią domową przez całe życie mnie przerażała. Kiedy urodziło się moje drugie dziecko podjęłam decyzję, że pójdę na studia bo jak dzieci odchowam chcę iść do pracy. Syn miał 4 latka, córka 8 miesięcy a mama czyli ja poszła studiować. Moje życie odmieniło się o 180 stopni i mojego męża też, bo w weekendy kiedy miałam zjazdy przejmował wszystkie moje obowiązki, robił zakupy, gotował, sprzątał, bawił się z dziećmi. Był zadowolony i nie marudził bo widział, że ja odżyłam, stałam się inną kobietą, wesołą, uśmiechniętą, dbającą o siebie. Na trzecim roku licencjatu podjęłam pracę. Nie było lekko, bo nie miałam nikogo z rodziny w pobliżu i musiałam liczyć na pomoc niań i przedszkoli, ale dałam radę. Od tego czasu minęło 5 lat. Teraz jestem szczęśliwą kobietą, mamą, żoną, pracownicą. To wszystko zależy od nas jakie mamy życie.

    • ~I.... pisze:

      No a ja do tego wszystkiego mam meza ktirego utrzymuje mam roczne dziecko i jestem w bliźniaczej ciazy. Ten zas zyje na zasadzie uda sie to uda. A dodam ze za nic nie da rady sie go Pozbyc. A chyba bez niego byloby mi lepiej

  14. ~alicja pisze:

    Wydaje mi się, że wpływ na to ma nasze wychowanie, otoczenie i to święte-ja sama i muszę i co powiedzą ludzie!!
    Czyli: ja sama najlepiej umyję okna, ja sama najlepiej posprzątam, ja sama najlepiej poprasuję, ja sama…ja sama…ja sama…i nawet jak facet chce pomóc, to wiele kobiet zwyczajnie go za to krytykuje, bo on to zrobił źle lub niedokładnie. I to nasze odwieczne-muszę. Muszę umyć okna,bo co ludzie powiedzą…,muszę codziennie gotować obiady, bo co pomyślą sobie inni i domowe najlepsze…, muszę to…muszę tamto…bo co powiedzą inni…
    To wina nas samych, że mamy takie właśnie życie, bo to jakie ono jest i jaką w nim odgrywamy rolę, zależy tylko od nas. I albo będziemy w nim gosposiami i sługami, albo będziemy równymi i mądrymi partnerkami cieszącymi się życiem…

  15. ~Makusia pisze:

    Dzień dobry,

    jakież to wkurzające.. „bo mąż/facet zarabia- utrzymuje dom i rodzinę”. A co te nieroby sobie myślą, że sprzątanie, gotowanie, pranie, dbanie o dzieci i nierobów to nie utrzymywanie rodziny??? Kiedy w końcu los kobiety się odwróci…

  16. Życie matki nie jest proste, czasami ma się tyle siły że można wszystko a następnego dnia człowiek chce zostać w łóżku cały dzień. Ciężko się jest ogarnąć ja się ogarniam od 4 miesięcy :)

  17. ~Artur pisze:

    jak zauwazam , moj glos w temacie jest pierwszym meskim glosem . Mnie rowniez bardzo zal jest takich niedocenianych przez mezow ( czy partnerow ) kobiet .Ja na szczescie ( dla mnie i mojej malzonki oczywiscie ) potrafie docenic Jej wklad , to jak wiele swego serca wklada w to by dom nasz byl takim jakim jest , takim najblizszym temu jaki sobie wymarzyla . Kazde z nas ma swoje obowiazki , ktore podzielone sa w znacznym stopniu w taki tradycyjny sposob ( czyli : zona – dom , dzieci maz – utrzymanie rodziny ) Ale przyznam , ze nie ma u nas chyba rzeczy ktorymi bym ( tradycyjnie bedacych domena zony ) rowniez i sam sie nie zajmowal. Nie wyobrazam sobie tego bym wlasna zone doprowadzil to stanu w jakim znalazla sie Twoja znajoma sz. Autorko postu .Pozdrawiam :)

    • Sercem_Kobiety pisze:

      Niestety są różne układy związków… I tak jak mówisz, bardzo ważne jest docenianie siebie wzajemne :)

      Pozdrawiam również.
      A.

    • ~mia pisze:

      Docenianie swoja drogą! Co z tego, że się docenia! Proszę nam kobietom dac chwilę spokoju, drodzy męzczyźni! Ja nie mam dzieci, a studia, praca i mój mąż mnie dobijają. On niby mnie docenia, mówi jaka jestem cudowna, ale np chce żebym wszędzie z nim chodziła, na wycieczki, do kina, na spotkania ze znajomymi, ja musze się uczyć do egzaminów, a on chce żebym gdzies szła, w rezultacie ide z nim, a potem uczę się do 2 w nocy, wstaję żeby jechac na zajęcia o 6 rano, już umieram, mam dość. Jesli mój facet jest tak absorbujący to co by było gdybym miała dzieci. Naprawde wprowadziłam mu obostrzenia, wysłałam go na weekend do kolegi żeby poszli w góry, na ryby, chcę mieć wreszcie święty spokój!!!! A on codzień mi mówi, że mnie kocha i chce ze mną być i tęskni. Normalnie mam już dość, niech się zajmie sobą, bo ja mam swoje obowiązki musze się uczyć do sesji, pracować, a nie mam dla niego np 5 h dziennie, a on tego oczekuje. MASAKRA. Wysłałabym go w kosmos na dwa miesiące!!! Ale wtedy by wydzwaniał i gadał ze mną 3 h i wyznawał mi miłość po sto razy. Aaaaaaaaa. faceci uspokójcie się. To nie jest tak, że ja nie doceniam, ale nie mam siły po prostu!

  18. ~Suunto pisze:

    Mam dwojke dzieci, te same obowiazki, co opisane w tekscie, pracuje dodatkowo na 3 kontraktach, bo nie znalazlam pracy stalej w takiej odleglosci od domu, zebym nie musiala dojezdzac 3 godziny dziennie. Niestety, z jednej pensji nie wyzyjemy. I co? I musze, bo chce, aby dzieci mialy wyksztalcenie, z drugiej strony, czasem sie zastanawiam, po co dzieci, skoro niewiele je widze…. Nowoczesne urzadzenie swiata. Dom tez utrzymuje. Niestety, tylko nieliczni, bogaci maja wybor, cala reszta musi wcisnac 48 godzin pracy w 24 godziny doby.

  19. ~Ann pisze:

    Witam
    Współczuje koleżance. W zasadzie nie powinnam narzekać. Mam wspaniałego męża i synka tera 1,5roku. Mąż mnie wspiera mam też rodziców co prawda starszych ale co ważne pomocnych i blisko. Po prostu każdy czasem ma dość tego kieratu. Spędziłam z małym rok w domu. Cały ten tryb życia znam aż za dobrze, przypłaciłam to też chorobą. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że warto w sobie odkryć odrobinę egoizmu. Początkowo chciałam wszystko ogarnąć sama, teraz wiem, że to nie możliwe:) Zgadzam się z koleżanką wyżej, czasem same sobie to robimy, a szczęśliwa żona i matka to też szczęśliwa rodzina. Paradoks, mnie uratował powrót do pracy. Fakt czasem bywam zmęczona, niekiedy zła:)mam mniej czasu dla małego ale widuję się z ludźmi (dorosłymi). Czasem nawet jest zabawnie, po pracy szybie zakupy(czas dla siebie:). Wieczorem jak mały pójdzie spać mam nawet chwilkę na posiedzenie przed kompem czy tv albo zwyczajnie dla męża. (nie zawsze sprzątam, są czasem rzeczy ważniejsze:))Doceniam już słoiczki od teściowej. Myślę że to kwestia czasu i przystosowania do nowej sytuacji. Najpierw trzeba samemu się z tym uporać psychicznie. Podkreślę tylko jeszcze, że b. ważny jest Partner. Jeśli to człowiek dojrzały i darzymy się wzajemnie szacunkiem to będzie ok, w przeciwnym wypadku będzie słabo. Z moich doświadczeń , pojawienie się na świecie dziecka może powodować zgrzyty i jest to niezła próba przetrwania dla każdego związku. Nie zależnie od tego jak bardzo nam się wydaje, że się kochamy. Niekiedy to smutne ale dopiero wtedy przekonujemy się z kim założyliśmy Rodzinę. Kończy się pie…e o d…e Maryni a zaczyna się prawdziwe życie:). Kocham moich facetów ale nie chciałabym stać się kiedykolwiek ich służącą. Jeszcze raz współczuje i życzę powodzenia.

  20. ~Kamila pisze:

    Czytam i płaczę – tak wiele słów odzwierciedla moje życie. Po ślubie założyliśmy rodzinę zastępczą (3 dzieci siostry męża) , poświęciłam dla nich wszystko, jeszcze 4 miesiące temu pracowałam po 14 godzin, a po powrocie do domu kazdego dnia doznawalam coraz większego rozczarowania – mój mąż nie robił nic. Nie pomagał w domu, dzieci miał gdzieś i do kompletu pił ( tak jest w dalszym ciągu zresztą, więc zamiast odpocząć pralam, sprzatalam, gotowalam, nierzadko bieglam przed praca po zakupy. Wysluchiwalam ciągłych pretensji, wsparcia jak nie było tak nie ma. Doprowadziło mnie to do depresji, boję się ludzi, choć wcześniej byłam duszą towarzystwa. Mam związane ręce, bo pokochałam dzieci jak swoje i stały się sensem mojego życia, a jakiekolwiek kroki podjęte przeze mnie w kierunku rozwodu skutkować będą w pierwszej kolejności odebraniem dzieci (na czym zresztą bazuje mój mąż). Jestem wrakiem człowieka. Niech to będzie przestrogą dla Pań – nie wszyscy mężczyźni są źli, ale lepiej mieć dystans i nie zatracac się, bo może to mieć efekt odwrotny od zamierzonego.

    • Sercem_Kobiety pisze:

      Niestety, z bólem serca muszę przyznać, że moja Ciocia miała rację, mówiąc, że charakter i osobowość żony to często odbicie zachowania męża w stosunku do niej… Tak naprawdę, my kobiety, za bardzo się poświecamy, chcemy oddać wszystko w zamian za szczęście i uśmiech najbliższych zatracając w tym siebie… Jednak budzimy się za późno, kiedy nie tak łatwo jest powrócić do normalności i tkwimy w tym nadal, a rozczarowanie rośnie… Mimo wszystko,życzę Ci byś odnalazła siebie i przypomniała sobie o swoim uśmiechu i odpowiedziała na pytanie: co Cię do tej pory uszczęśliwiało :) Będzie dobrze, tylko musisz tego chcieć :)
      Pozdrawiam!.

  21. ~Janette pisze:

    Ja nie mam dzieci. U mnie jest raczej problem że zaczęło mi przeszkadzać w jaki sposób mój mąż zaczął się do mnie zwracać. Ogólnie to nie jesteśmy złym małżeństwem, albo ja tego nie widzę, ale jego teksty po prostu ostatnimi czasy mnie dobijają. Obecnie znowu wyszło że to ja jestem winna, tak jest zawsze, jak coś się dzieje niedobrego to ja jestem nieodpowiedzialna, mam wszystko w dupie, nie mieszkam w tym domu, jestem beznadziejna i nawet nie umiem o siebie zadbać. Nie radze sobie. Nie mam nawet jak z nim porozmawiać bo każda rozmowa sprowadza się do kłótni albo poniżania drugiego człowieka. Mam dość. Walizka spakowana. Brak jednak odwagi żeby ją spakować. Na dodatek mąż wziął mi kartę więc raczej bez pieniędzy się nigdzie nie ruszę. Muszę czekać aż wielmożny pan wróci i wiadome jest że skończy się to awanturą płaczem przepraszaniem i wybaczaniem. Często przerabiałam już ten temat, ale chyba jestem już tak dobita że zawsze odpuszczam i żyje w tym dziwnym układzie, bez dzieci, bez wiary, bez możliwości na lepsze jutro.

  22. ~Alisssa pisze:

    Czemu siedzicie z takimi gnojami w domu? Nierobami albo sadystami znecajacymi sie nad wami psychicznie i nie szanujacymi?
    Podobno Czeszki nie sa tak naiwne i od razu pogonia gnoja jak mu sie cos nie podoba. Polacy narzekali na czeskie kobiety :) czyli to znaczy ze Polki glupie haruja jak chlopy panszczyzniane a oni maja to gdzies. Ma byc sluzaca, laska porno po porodach zawsze chetna do pelnej obslugi krola i jego berla ;)
    Opamietajcie sie dziewczyny!

Odpowiedz na „~Czarownica z BagienAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>