36. Ku pokrzepieniu :)

Witajcie :)

szczescie-340x508Nastał nas grudzień, wyjątkowy miesiąc, wyjątkowy czas. Mikołajki, święta Bożego Narodzenia, przywitanie nowego roku, początek zimy. I miesiąc narzekania.

Ile razy zdarzyło się Wam albo usłyszeć, albo samemu uskarżać się na brak pieniędzy(znowu na święta podrożało, a to miało być w promocji), na pogodę (ciepło-źle, zimno-źle, gdzie śnieg, kiedy ten śnieg stopnieje), na brak czasu (tyle obowiązków: praca, dom, dzieci, zakupy i jeszcze trzeba święta wyprawić), na świąteczne wyjazdy, na ciotki, wujków, kuzynów itp.??

Czy narzekanie, umartwianie się nad sobą coś daje?? Raczej nie. Ba! Lepiej. Prowadzi do poważnych konsekwencji.!

Z naszego biadolenia uczyniliśmy podstawową i chyba jedyną formę komunikacji. Poprzez narzekanie często jednak osiągamy o wiele niższe cele – to np. świetny sposób na samousprawiedliwianie się. W psychologii nazywa się to samoutrudnianiem. Dobrym przykładem jest sytuacja, w której nie mamy odpowiednich zasobów, chęci czy motywacji do zrobienia czegoś i potrzebujemy wymówek, które nas usprawiedliwią. Narzekanie więc czasem pomaga nam ochronić ego. Poprzez uskarżanie się przyjęliśmy formę mówienia o sukcesach, np. zamiast powiedzieć: „Stać mnie na budowę tego domu”,stwierdzamy: „Prędzej zbankrutuję, niż zdołam to wszystko ogrzać!”, a zamiast: „Jestem zadowolony z tego awansu, szef mnie docenił”, wybierzemy: „Zwariuję od tych ciągłych telefonów i zostawania w pracy po godzinach, tyle obowiązków!”.
Niekiedy wyrażanie niezadowolenia służy wręcz wywyższaniu się. Ile razy słyszymy, że ktoś mówi: „Jak oni to zrobili, jak można być tak niekompetentnym?”, a w rzeczywistości chce, by usłyszano: „Ty zrobiłbyś to lepiej!”.

Kochani, przestańmy narzekać i biadolić. To do niczego dobrego nie prowadzi, wiedzą to już nawet 3latki, którzy potrafią odróżnić uzasadnioną skargę od zwykłego marudzenia.!
I nie od dziś wiadomo, że „jesteś tym, co myślisz”. Owszem, zdarzają się dni, kiedy nic nas nie cieszy, jesteśmy zdołowani, zmęczeni, musimy iść znów do pracy; jesteśmy tylko ludźmi. Wówczas, gdy ogarniają nas nieprzyjemne emocje, warto się zastanowić co byśmy chcieli czuć w danym momencie, np. wyjść w dobrym nastroju do pracy i powiedzmy sobie: ‚Jak to dobrze, że mam pracę. Mam dzisiaj dużo spotkań, trochę się tego boję, ale będę miała okazję poznać nowych ludzi, może coś nowego wniosą do mojego życia’. Wówczas świadomie zmieniamy frustrujące myślenie na konstruktywne, dające szansę zmiany samopoczucia. To przekierunkowanie myśli na drugą stronę. Szklanka do połowy pusta zapełnia się.

Ważny jest również optymizm (po części zrodzony, po części nabyty) dotyczący przeszłości. Błędem jest myślenie o sobie, że np. skoro zostałam wychowana na chorą pedantkę, to już przez całe życie będę się z tym męczyć. Każdy nas ma jakieś doświadczenia z dzieciństwa, czasem trudne. Tu chodzi o zmianę przekonań. Jeśli pomyślimy sobie – matka to też człowiek, który popełniał błędy i któremu można wybaczyć, uwolnimy się od złych emocji. Ale nie jest to proste. Bo jedno – to sprawa myślenia, drugie – sprawa przeżycia.

Mówmy o  swoich uczuciach, o emocjach. Dajmy sobie też prawo do odczuwania smutku, złości, rozgoryczenia. Akceptujmy to, co czujemy. Ale! Zamiast mówić o tym, że świat jest zły, że szef nie docenia, że dziecko znów chore, zastanówmy się co ostatnio dobrego nam się przytrafiło. Nie muszą to być jakieś wielkie osiągnięcia, ale to drobnostki budują życie (cieszmy się z małych rzeczy, to kolejny mały sukces). Można ucieszyć się z tego, że  się nie zdenerwowaliśmy rozmawiając z nielubianą sąsiadką albo asertywnie powiedzieliśmy „nie” aktywizatorowi. Poświećmy się małym przyjemnością, które sprawiają cuda. Poranna kawa, pół godziny spokoju w swoim pokoju, kąpiel, pomalowanie paznokci, w ogóle poświęcenie czasu swojemu ciału, wyjście z dzieckiem na spacer, co kto lubi.

Myślmy o przyszłości. Sama często wybiegam w przyszłość. Dotyczy ona głównie celów, określenia czego chcę. O przyszłości trzeba myśleć pozytywnie. Mieć cel, który chce się osiągnąć kiedyś, ale myśląc tu i teraz. Wyznaczam sobie na przykład dalekosiężny cel dotyczący mojego życia prywatnego, ale realizuje go małymi kroczkami. To działa w ten sposób, że jak coś robię, to mam poczucie że to zależy ode mnie i jestem dzięki temu silniejsza.

kimb-kopia

sukces

Pozdrawiam,

A.

Ten wpis został opublikowany w kategorii relacje, uczucia/emocje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „36. Ku pokrzepieniu :)

  1. Kto chce – szuka możliwości
    Kto nie chce – szuka wymówek

    Jeśli czegoś pragniesz i konsekwentnie dążysz do celu, nie biadolisz, tylko przesz do przodu.
    Jeśli czegoś pragniesz, a jesteś leniwy, to szukasz wymówek, usprawiedliwienia, a w końcu zrzędzisz, że nic się nie udaje, że to niemożliwe.
    Ale to wszystko nie jest takie oczywiste. Są sytuacje niezależne od nas, które sprawiają, że mamy usprawiedliwione powody do narzekania. Ludzie są ogólnie przemęczeni i znerwicowani. Stąd się to bierze.
    Pozdrawiam :D i życzę udanych mikołajek

  2. ~Pelasia pisze:

    Moja dewiza ” Z życia masz tyle ile sama sobie z niego weźmiesz”. Gdzieś to przeczytałam i staram się nie narzekać, tylko dostrzegać pozytywy w negatywach. Pozdrawiam

  3. Ja chyba na razie nie przestanę biadolic dopóki nie wyzdrowieje…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>