38. Przychodzi baba do lekarza…

Któż z nas nie zna dowcipu zaczynającego się od słów: ‚przychodzi baba do lekarza…’ ? :) Nie opowiem Wam kolejnego kawału na ten temat, mnóstwo ich można znaleźć na Internecie. Chociaż historia, którą chcę opisać można by uznać za jakąś komiczność…

Kasia i Michał są małżeństwem od blisko 5 lat. Zdążyli w tym czasie zakupić mieszkanie, zmienić prace na lepsze, odbić się z finansowego dołka, wspiąć się wyżej. Zauważyli, że do szczęścia brakuje im tylko jednego: małego szkraba. Podjęli decyzję. Kasia zadzwoniła do swojej przychodni, by zarejestrować się do zaufanego lekarza ginekologa, usłyszała w słuchawce:
-Nie mamy już wolnych miejsc i brak limitów, proszę dzwonić po nowym roku.

Był październik.
Dziewczyna stwierdziła, że mają na tyle pieniędzy, by mogła iść prywatnie, Michał również stwierdził, że nie będzie oszczędzał, jeżeli chodzi o zdrowiej jego, żony czy dziecka. Niestety, okazało się po przeszukaniu całego Internetu,  że zaufany doktor nie przyjmuje prywatnie. Kasia zdecydowała, że sama na własną rękę zrobi podstawowe badania i skonsultuje się w ich wynikami z lekarzem rodzinnym. Wszystko w normie. Można się zacząć starać. Zakupiła odpowiednie preparaty witaminowe dla kobiet ubiegających się o ciążę, ograniczyli alkohol i zmienili dietę, również mąż, zaczęli aktywniej żyć.

Po pół roku starań Kasia w końcu ujrzała na domowym teście upragnione 2 kreski. Cieszyła się niesamowicie. Mąż, gdy się dowiedział sam zaczął podskakiwać ze szczęścia. Zaczęli oglądać w salonach meblowych aranżacje pokoików dziecięcych. Kasia w końcu doczekała się na wizytę u swojego pana doktora.

- Ooo, witam panią, pani Kasiu, co słychać? – zaczął lekarz.
- Panie doktorze, od ponad pół roku staramy się z mężem o dziecko, tydzień temu robiłam test, wyszedł pozytywnie.
- To co, sprawdzimy to? Proszę się przygotować.

Kasia poszła za ściankę, przygotowała się, usiadła na fotel, lekarz zaczął badanie.

- Tutaj na prawym nic nie widzę, tu w porządku, o tutaj na lewym coś jest. Widzisz kochaniutka? Daj rękę pokażę ci. Ale to jeszcze nie wyraźne, może coś się z tego wykluje, może nie, trzeba czasu. Ubierz się, wytłumaczę ci zaraz wszystko.
- Słuchaj – kontynuował lekarz-  jeżeli coś z tego wyjdzie, przebije się przez komórkę będziesz wiedziała kiedy, zakłuje mocno, dostaniesz takich jakby skurczy. Może to być dziś albo jutro. Dla pewności poprzytulacie się z mężem jeszcze przez te parę dni 2 razy dziennie, rano i wieczorem. A my widzimy się za 3 dni, tylko nie zapomnijcie się rano zbliżyć do siebie.

- Dobrze panie doktorze. A proszę mi jeszcze powiedzieć, przyjmuje pan prywatnie gdzieś jeszcze?  Hmmm, a to szkoda. – A czy może jakieś badania trzeba zrobić, dodatkowe witaminy?
- Wszystko się wyjaśni za parę dni, proszę cierpliwie czekać. Zdążymy ze wszystkim.

Kasia szczęśliwa, z motylkami z brzuchu podeszła do recepcji zarejestrować się ponownie.

-  Ale ja nie mam miejsc już. Nie mogę. – mówi pani w recepcji.
-  Doktor kazał, tu jest karteczka od niego. Tylko proszę o zmianę nazwiska w końcu na karcie.
-  Dobrze, w takim razie karteczka dla mnie. 9:20, pasuje? A nazwisko to doktor zmienia.
-  Pani wybaczy, rozmawiałam z doktorem, stwierdził, że pani w recepcji. Więc proszę to uczynić.
-  Teraz jestem zajęta, poza tym pani karta jest jeszcze u doktora. Proszę przyjść przed wizytą po kartę i się zmieni.
– Dziękuję, do widzenia, miłego dnia. – odpowiedziała Kasia i wyszła.

Przez kolejne dni małżonkowie bardzo przyłożyli się do zaleceń lekarza.  Nadszedł dzień wizyty. Dziewczyna wchodząc do przychodni skierowała się najpierw na recepcję po kartę, tak jak było ustalone. W pomieszczeniu żwawo rozmawiały 3 pielęgniarki, były tak pochłonięte rozmową że nawet na dzień dobry nie odpowiedziały. Telefon dzwoni, nie odbierają.

- No, gdzie ta Magda się znowu podziała. Telefon dzwoni, ludzie stoją a jej nie ma.

Kasia czeka nadal. Mijają kolejne minuty.

-  Przepraszam, ja chciałam się dowiedzieć tylko na kiedy jestem zarejestrowana do lekarza. – mówi kobieta, która też już dłuższy czas czeka.
-  Ale my tu nie możemy sprawdzić, my nie od tego, jesteśmy zajęte, przyjdzie koleżanka to sprawdzi. – odpowiedziała jedna z pielęgniarek.
-  Właśnie widzę, jak panie zajęte obgadywaniem. Dyrektor u siebie?
-  Przepraszam panie, właśnie powinnam wchodzić do gabinetu, ale potrzebuję moją kartę, bo nie mam jej u doktora. – odezwała się Kasia.
-  Proszę czekać, my nie jesteśmy od tych spraw. Przyjdzie koleżanka to wszystko się załatwi, cierpliwości kobiety. – odpowiedziała kolejna z pielęgniarek.

W końcu pojawiła się pani Magda. Kasia wyjaśniła swoją sytuację, recepcjonistka poczęła szukać jej na liście zarejestrowanych osób.
-  Pani mnie dopisywała na liście w zeszycie. Miałam karteczkę od doktora i miałam przyjść po kartę by zmienić nazwisko. – mówi Kasia.
-  Coś kojarzę. A jak nazwisko? Bo ja już nie wiem jakiej karty mam szukać, z jakim nazwiskiem.
-  Rejestrowałam się na Y, ale na karcie mam nadal X, więc kartę z nazwiskiem X proszę.

Mijały kolejne minuty, a karty nadal nie było, ani w szufladach z nazwiskami, ani wystawionych na kolejne wizyty, ani w gabinecie doktora.
-  Proszę iść do gabinetu, jeżeli nadal nie będzie karty, założymy nową – mówi pani Magda.
-  A co z historią leczenia, leków, badań? Wszystko w tej karcie przecież. – oburzyła się Kasia.
-  Nic nie szkodzi. Będzie nowa.

Kasia wyczekała swoje pod gabinetem doktora. Przepuściła starszą panią, która podobno miała numerek 1 z godziny 10:30, mimo że sama była zarejestrowana na 9:20. Nie ma co się kłócić ze starszymi – pomyślała dziewczyna.
Pod gabinet podbiegła pani Magda z kartą.
-  Mam, znalazłam, to ta?
-  Nie. Ja nie nazywam się Anna i mój pesel się nie zaczyna od tych cyfr.
-  Ale pani nazwisko. To na pewno pani karta.
-  Nie, proszę mi nie wmawiać. Niech pani poszuka może pod nazwiskiem Y. Może już ktoś zmienił.

Pani Magda poszła szukać. Kasia weszła do doktora.
-  Dzień dobry pani Kasiu. jest już karta? Znalazła się?  – pyta lekarz.
-  Podobno miała  być tu.
-  Ja wszystkie karty zdałem dziś rano. Ale sprawdzę jeszcze.

Doktor przejrzał wszystkie karty wystawione na wizyty. Nie było. Obszukał wszystkie szuflady, nie ma.
-  Proszę iść na recepcje, niech wyrobią nową.

Kasia znów zawitała na recepcję. Pomyślała, że znowu miną kolejne minuty zanim wyrobią nową kartę, w kolejce do rejestracji czekało ponad 10 osób. Mimo wszystko, pani Magda ujrzawszy Kasię zajęła się nią bez kolejki.
-  I co, dalej nie ma pani karty? Pewnie doktor wziął do domu sobie- skierowała do dziewczyny. – Proszę wybaczyć, ale najpierw zajmę się tą panią, założę jej kartę, bo już czeka u lekarza. – tym razem powiedziała to do ogółu ludzi, którzy cierpliwie czekali.
-  20 zł. proszę za wyrobienie nowej karty.
-  Słucham? Zgubiliście moją kartę, moją historię i ja mam jeszcze płacić?
Kasia zapłaciła, nie miała już ochoty na kłótnię, chciała już być u lekarza.

-  Ooo, ma pani już kartę, super. I co słychać? – pyta doktor.
-  Mieliśmy sprawdzić czy już coś widać na badaniu.
-  A właśnie, ma pani badanie krwi, tak jak prosiłem?
-  Panie doktorze, nic pan nie mówił o badaniach, ja się sama pytałam, pan stwierdził, że jeszcze czas.
-  To proszę, tu karteczka ode mnie i proszę najpierw podejść do laboratorium zrobić badanie i zaczniemy od nowa.

Kasia ponownie wyszła z gabinetu. Cała w nerwach podeszła na pobranie krwi. Laborantka stwierdziła, że dopiero jutro, bo dziś już nie pobiera. Dziewczyna podała karteczkę od lekarza i usiadła na fotel. Następnie zaczekała kilka minut na wyniki.
-  20 zł za badanie się należy. – mówi laborantka.
-  Co proszę?
-  20 zł, tyle kosztuje usługa pobrania krwi poza godzinami na to przeznaczonymi.

Nic innego nie pozostało dziewczynie jak tylko zapłacić i udać się z wynikami do doktora.

-  Jeszcze próby wątrobowe by się przydały – stwierdził lekarz oglądając wyniki krwi.
-  Następnym razem przyniosę doktorze, bo na teraz chyba nie są potrzebne?
-  Proszę się przygotować do badania.

Kasia tak uczyniła, usiadła na fotel.
-  Dobrze skarbie, zobaczymy co tutaj mamy. Z której to strony miało być?
-  Lewej.
-  Myła się pani dziś przed wizytą?
-  No tak- odpowiedziała Kasia zastanawiając się w myślach o co znów chodzi doktorkowi.
-  To za mocno się wymyła. Nic nie widać.
-  Ale jak? Wczoraj miałam ten dziwny skurcz o którym doktor mówił.
-  Nic tu nie ma, proszę się ubrać.

-  Pani Kasiu, na badaniu nic nie widzę. Trzeba czekać teraz na rozwój wydarzeń. Pani się za mocno wymyła i nic tu nie ma.
-  Dobrze doktorze, w takim razie chcę skierowania na badania by dokładnie sprawdzić.
-  Ale co sprawdzać chcesz kochaniutka, jak tu nic nie ma. Za mocno się wymyłaś i tyle. Trzeba czekać. Na dziś to chyba tyle…

Kasia się zabrała i wyszła. Poszła do recepcji z zapytaniem, gdzie przyjmuje dyrektor placówki. Nagle, wszystkie panie w recepcji okazały się bardzo miłe.
Niestety, administratora nie było. Po powrocie do domu Kasia wyszukała adres mailowy do dyrektora i napisała skargę. Stwierdziła również, że więcej nie pójdzie ani do tej przychodzi, ani do tego lekarza.

Dziewczyna posprawdzała opinie na temat lekarzy, wybrała już nowego, zapisała się na wizytę. Ma teraz nadzieję, że już nikt nie zagubi jej karty historii, nie każe ponosić dodatkowych kosztów, ani nie wmówi, że za mocno się wymyła przed badaniem, by lekarz mógł sprawdzić, czy rzeczywiście jest w ciąży i spodziewa się upragnionego dziecka…

 Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe. Imiona i nazwiska zostały zmienione. Wszelka zbieżność jest przypadkowa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Małżeństwo, relacje, uczucia/emocje i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „38. Przychodzi baba do lekarza…

  1. A to kpina, wierzyć się nie chce, choć po naszej służbie zdrowia wszystkiego można się spodziewać…mi przy Niko lekarz powiedział że serca nie ma i do usunięcia w 6 tyg ciąży, a ba wizycie u prywatnego w tym samym dniu okazało się, że wszystko w porządku….kpina z tymi lekarzami

  2. ~Pelasia pisze:

    To jakaś masakra! Nie wiem jakbym się zachowała, w głowie mi się to nie mieści, dobrze, że dziewczyna zmieniła i przychodnie i lekarza. Pozdrawiam

  3. ~Blondynka pisze:

    matko.. aż nie chce się wierzyć co ci lekarze wyprawiaja. Myślałam że po naszym starym rodzinnym który palił w gabinecie przy pacjentach i nawet z fotela nie wstawał tylko podchodzić trzeba było na osluchanie nic mnie nie zdziwi, a tu proszę..

  4. Ruda pisze:

    Nie mogę w to uwierzyć, no, po prostu nie mogę. Czyli jak się zbyt dokładnie umyję, to lekarz nie będzie wstanie stwierdzić, czy jestem w ciąży???
    Szokujące. I obsługa też. NFZ nas po prostu zmusza, żeby chodzić do lekarzy prywatnie, bo jest wtedy jakieś prawdopodobieństwo (bo niestety nie pewność), że solidnie się nas obsłuży.
    A jak się nie ma pieniędzy? To co wtedy?

    Ruda

  5. O rany! Też miewałam „kwadratowe” rozmowy z lekarzami i w rejestracji, ale żeby aż tak, to nigdy! Wygląda na to, że jeszcze wszystko przede mną w myśl zasady, że lepiej to już było, a może być już tylko gorzej ;)
    Pozdrawiam

  6. arta.golebiowska@gmail.com pisze:

    Ale beznadzieja…. Totalnie nie profesjonalnie, ale właśnie tak to jest zawsze ze służbą zdrowią. Prywatnie zazwyczaj jest jak należy, bo oczywiście muszą się starać o pacjenta.

  7. ~Andrzej pisze:

    miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje bo…. http://www.almoc.pl/img.php?id=2271

  8. ~Angela pisze:

    nieprzygryzający

  9. ~wrozka pisze:

    nieprzypochlebienie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>