45. Więc teraz serca mam dwa…

Witajcie Kochani!

Wiem, długo mnie nie było… Dużo się wydarzyło i dużo się zmieni, a raczej już się zmienia. Spełniło się kilka z moich największych marzeń, w tym to jedno szczególne!

Zaczynając od początku. Jak wiecie, wiele lat spędziłam, pracując w znanym fast foodzie, blisko od listopada 2010r.  Jednak nadszedł kres, trzeba było skończyć z upokarzaniem się. Postanowiłam: od nowego roku (tj.2017r. wówczas)  pójdę do nowej pracy. Mój zawsze wspierający mnie Mąż powiedział tylko:
- Przecież wiesz co robić Kochanie.
Odpowiedzi na wysyłane CV nadchodziły dość szybko. Odbyłam tym samym kilka rozmów i ostatecznie dnia 6 grudnia złożyłam wypowiedzenie u obecnego wówczas pracodawcy. Kierowniczka zapytała jedynie: gdzie odchodzę i życzy powodzenia. :) Tak, więc od 2 stycznia 2017r. zostałam opiekunką dziecięca w żłobku. Nie narzekałam na swoją pracę, lubiłam ją, uwielbiałam przebywać z dziećmi, tworzyć coś dla nich i widzieć jak każdego dnia te małe szkrabki się rozwijają! :) Jednak irytowało mnie podejście współpracujących dziewczyn: każda chciała rządzić, być tzw. opiekunką grupy. Kontakt z panią dyrektor też był dość ograniczony, opierał się tylko na jej telefonach z pytaniem na której placówce obecnie przebywam, bo miałam być na innej (3 placówki w bliskim sąsiedztwie), i takich telefonów było całe mnóstwo. Nie szło się dogadać gdzie i kiedy mam być, taka dziewczyna na posyłki. Jednak zaczęło mi to dokuczać, przestawała mi się podobać ta praca. Gdy zachorowałam w pierwszym miesiącu pani dyrektor stwierdziła:
- Nikt normalny, przy zdrowych myślach w pierwszym miesiącu nie idzie na zwolnienie. To na pewno była wymówka, jak się pani nie chce pracować to proszę się zastanowić nad swoim postępować i ustąpić miejsca innym chętnym do pracy, bo od pierwszego dnia nie wykazuje się pani żadnym zaangażowaniem a współpraca z panią jest dość ciężka i utrudniająca pracę innym dziewczynom.

Wyszłam ze łzami w oczach. W domu całkowicie się rozkleiłam widząc mojego Ukochanego. Powiedział, że początki nie zawsze są łatwe, ale chyba nie chcę się tak łatwo poddać. Włączyłam komputer, weszłam na stronę z ogłoszeniami i bingo, jest! Znalazłam idealne ogłoszenie: umowa o pracę, dobra stawka, godziny otwarcia 7-17, jedyny problem to odległość: drugi koniec miasta… Dam radę, mam auto pomyślałam. Następnego dnia już miałam telefon, po pracy od razu pojechałam na rozmowę. Tydzień czekałam na odpowiedź, ale w sercu wierzyłam i wiedziałam, że ta praca jest dla mnie! I marzec rozpoczęłam  już w nowym żłobku, z całkiem inną atmosferą. Dziewczyny tam traktują się dość koleżeńsko, ogólnie w żłobku panuje rodzinna atmosfera, z paniami właścicielkami idzie się dogadać, są jak dobre ciocie, zawsze pomocne i chętne. Weekendami kontynuowałam pracę w fast foodzie, jednak szybko z niego zrezygnowałam; to już nie na moje nerwy, nie będę przecież czyścić kratek ściekowych, bo tzw. menadżer lat 19 mi ‚kazał’ albo pracować w takim tempie, gdzie czuć spływający po czterech literach pot. Zostawiłam tą pracę, dla innych, którzy dopiero zaczynają na rynku pracy. Owszem, kilka złotych więcej zawsze się przyda, ale nie takim kosztem.
W „Misiu” nie narzekałam na nic, grafik ustalony do końca roku, wypłata na czas a nawet często przed terminem na koncie, przecudowne dzieci; chyba każda z nas miała tam tzw. swojego pupila, swoją córeczkę, synka. Gdy potrzebowałam wyjść do lekarza w czasie godzin pracy, nie było problemu.
W kwietniu dużo się działo. Z rana do pracy, popołudniami było co robić: obowiązki domowe, przygotowania do świąt, wizyty u lekarzy. Majówka. Urodziny chrześniaka Męża.
Jeszcze w piątek, rano, przed wyjazdem na urodzinowy weekend w rodzinne strony zrobiłam test. Upragnione, wyczekane 2 kreski! Łzy same napłynęły do oczu.
-Nie, nie powiem mu, niech śpi, sprawdzę u lekarza i dopiero mu powiem.
Nie wytrzymałam, musiałam iść przytulić się do Męża, który jeszcze spał.
- I jak Misiu? - zapytał.
Uśmiechnęłam się jedynie, a on zrozumiał i w jego oczach też pojawiły się szkiełka. Z uśmiechem na twarzy i w sercu pojechałam do pracy. Ok. 7 rano napisałam do swojego lekarza sms-a. Pogratulował, zalecił kilka rad i zapisał na wizytę. W pracy nic nikomu nie mówiłam. Rodzina też p niczym nie wiedziała dość długo, najbardziej zła na brak wcześniejszych informacji była moja Ukochana Siostrzyczka. :)
Wszystko rozwinęło się prawidłowo.
Pamiętam, jak oglądaliśmy pierwsze zdjęcia z USG, gdzie Maluszek miał zaledwie 0,27cm i jak z każdym tygodniem rósł :) Cieszyliśmy się z pierwszego pełnego 1 cm :)
Po mnie nic nie było widać, żadnych objawów ciąży, zero mdłości, humorów itp. W pracy jedynie unikałam dźwigania dzieci :)
Martę, kierowniczkę, poinformowałam 1 czerwca, gdy lekarz chciał mi już wypisać zwolnienie ze względu na pojawianie się krwiaka. Obawiałam się utracić ciążę, nie chciałam tego, znałam ból jaki jest z tym związany…. To moja druga ciąża, pierwszą straciłam w 9tyg. Potem 2 lata starań…
- Marta, jak będziesz mieć chwilę, chcę z Tobą pogadać.
- To ważne?
- odpowiedziała.
- Tak. - skinęłam głową.
- Dziewczyny, zostańcie z dziećmi, chodź Angela pogadamy.

- Nie wiem jak zacząć, trochę się boję. - zaczęłam.
- Jesteś w ciąży??   – zapytała Marta.
- Na to wygląda. Byłam wczoraj u lekarza i 6 tydzień, maluszek ma 1 cm już, a u mnie wykryto krwiaka… Nie chciałam tego zatajać, tym bardziej, że dopiero co mi przedłużyliście umowę, a ja od nowego miesiąca mam iść na nową placówkę…
- Dziewczyno, to gratuluję! Ty się ciesz i nie rycz. Wszystko z umową zostaje, przecież Ci jej teraz nie wypowiemy, pójdziesz na zwolnienie, urodzisz, a potem wrócisz do nas z maluszkiem, oczywiście dziecko i Ty na innych placówkach. I teraz pod żadnym pozorem nie widzę Cię dźwigającej :) - przytuliła mnie do siebie i otarła łezki…
- A teraz powiedz mi: wolałabyś dziewczynkę czy chłopczyka? - kontynuowała.
- Ja zawsze chciałam mieć starszego brata, więc może chłopczyka… Ale wszędzie tyle dziewczynek…
- No jest wysyp córek teraz to może i Ty będziesz mieć swoją… A nad imieniem myśleliście?
- Marta, kurcze, to dla nas takie zaskoczenie, nawet nie wiem kiedy się to stało, tyle rzeczy było do ogarnięcie, a Ty mi takie pytania :)
- odpowiedziałam.
- Ja Ci chyba nie muszę mówić skąd się biorą dzieci. - zaśmiała się kierowniczka.

Po pracy do lekarza po zwolnienie. I tak od 2 czerwca jestem na zwolnieniu.

Test ciążowy, wiadomość że jestem w ciąży nijak się do słowa: mama, mamusia; którą będę.

Tak, więc obecnie jestem w 16 tygodniu ciąży, a dokładniej 15 tydzień + 4 dni ;) Maluszek rozwija się prawidłowo, książkowo i ma już ok 10 cm :)

Jestem szczęśliwa i oczekuję każdej zmiany w sobie, w swoim ciele i już nie mogę się doczekać kiedy ujrzę moją małą kruszynkę, póki co na monitorze w gabinecie…

C.D.N.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii ciążowo-brzuszkowo :), myśli swobodne, po prostu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „45. Więc teraz serca mam dwa…

  1. ~Mroweczka pisze:

    Jeszcze raz Wam gratuluję:*, a Siostra na pewno nie była zła tylko szczęśliwa, że się udało, że Maluszek powstał i się rozwija:**

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>