39. Witajcie :)

Witajcie Kochani <3

dawno mnie nie było, czas nadrobić zaległości. ;)

” Każdego ranka dostajemy szanse na nowe życie. Pomimo chmur walcz, bo życie nie kończy się na kłopotach, a słońce świeci ponad nimi…” (autor niestety nie znany, ale jak pięknie powiedziane). ;)

Udanego dnia Kochani, dziękuję że jesteście i przybywacie, to mnie ogromnie cieszy i liczę, że będzie nas jeszcze więcej ;)

p.s. Lubicie kawkę? Ja nawet bardzo, uwielbiam oderwać się na chwilę od rzeczywiście i wypić łyk czarnego eliksiru z odrobinką mleka do smaku ;)

filiżanka kawy
Chcesz być na bieżąco, kliknij w mój fanpage i ciesz się nowościami :)

Kobiecym Sercem na fb

Opublikowano Bez kategorii | 5 komentarzy

38. Przychodzi baba do lekarza…

Któż z nas nie zna dowcipu zaczynającego się od słów: ‚przychodzi baba do lekarza…’ ? :) Nie opowiem Wam kolejnego kawału na ten temat, mnóstwo ich można znaleźć na Internecie. Chociaż historia, którą chcę opisać można by uznać za jakąś komiczność…

Kasia i Michał są małżeństwem od blisko 5 lat. Zdążyli w tym czasie zakupić mieszkanie, zmienić prace na lepsze, odbić się z finansowego dołka, wspiąć się wyżej. Zauważyli, że do szczęścia brakuje im tylko jednego: małego szkraba. Podjęli decyzję. Kasia zadzwoniła do swojej przychodni, by zarejestrować się do zaufanego lekarza ginekologa, usłyszała w słuchawce:
-Nie mamy już wolnych miejsc i brak limitów, proszę dzwonić po nowym roku.

Był październik.
Dziewczyna stwierdziła, że mają na tyle pieniędzy, by mogła iść prywatnie, Michał również stwierdził, że nie będzie oszczędzał, jeżeli chodzi o zdrowiej jego, żony czy dziecka. Niestety, okazało się po przeszukaniu całego Internetu,  że zaufany doktor nie przyjmuje prywatnie. Kasia zdecydowała, że sama na własną rękę zrobi podstawowe badania i skonsultuje się w ich wynikami z lekarzem rodzinnym. Wszystko w normie. Można się zacząć starać. Zakupiła odpowiednie preparaty witaminowe dla kobiet ubiegających się o ciążę, ograniczyli alkohol i zmienili dietę, również mąż, zaczęli aktywniej żyć.

Po pół roku starań Kasia w końcu ujrzała na domowym teście upragnione 2 kreski. Cieszyła się niesamowicie. Mąż, gdy się dowiedział sam zaczął podskakiwać ze szczęścia. Zaczęli oglądać w salonach meblowych aranżacje pokoików dziecięcych. Kasia w końcu doczekała się na wizytę u swojego pana doktora.

- Ooo, witam panią, pani Kasiu, co słychać? – zaczął lekarz.
- Panie doktorze, od ponad pół roku staramy się z mężem o dziecko, tydzień temu robiłam test, wyszedł pozytywnie.
- To co, sprawdzimy to? Proszę się przygotować.

Kasia poszła za ściankę, przygotowała się, usiadła na fotel, lekarz zaczął badanie.

- Tutaj na prawym nic nie widzę, tu w porządku, o tutaj na lewym coś jest. Widzisz kochaniutka? Daj rękę pokażę ci. Ale to jeszcze nie wyraźne, może coś się z tego wykluje, może nie, trzeba czasu. Ubierz się, wytłumaczę ci zaraz wszystko.
- Słuchaj – kontynuował lekarz-  jeżeli coś z tego wyjdzie, przebije się przez komórkę będziesz wiedziała kiedy, zakłuje mocno, dostaniesz takich jakby skurczy. Może to być dziś albo jutro. Dla pewności poprzytulacie się z mężem jeszcze przez te parę dni 2 razy dziennie, rano i wieczorem. A my widzimy się za 3 dni, tylko nie zapomnijcie się rano zbliżyć do siebie.

- Dobrze panie doktorze. A proszę mi jeszcze powiedzieć, przyjmuje pan prywatnie gdzieś jeszcze?  Hmmm, a to szkoda. – A czy może jakieś badania trzeba zrobić, dodatkowe witaminy?
- Wszystko się wyjaśni za parę dni, proszę cierpliwie czekać. Zdążymy ze wszystkim.

Kasia szczęśliwa, z motylkami z brzuchu podeszła do recepcji zarejestrować się ponownie.

-  Ale ja nie mam miejsc już. Nie mogę. – mówi pani w recepcji.
-  Doktor kazał, tu jest karteczka od niego. Tylko proszę o zmianę nazwiska w końcu na karcie.
-  Dobrze, w takim razie karteczka dla mnie. 9:20, pasuje? A nazwisko to doktor zmienia.
-  Pani wybaczy, rozmawiałam z doktorem, stwierdził, że pani w recepcji. Więc proszę to uczynić.
-  Teraz jestem zajęta, poza tym pani karta jest jeszcze u doktora. Proszę przyjść przed wizytą po kartę i się zmieni.
– Dziękuję, do widzenia, miłego dnia. – odpowiedziała Kasia i wyszła.

Przez kolejne dni małżonkowie bardzo przyłożyli się do zaleceń lekarza.  Nadszedł dzień wizyty. Dziewczyna wchodząc do przychodni skierowała się najpierw na recepcję po kartę, tak jak było ustalone. W pomieszczeniu żwawo rozmawiały 3 pielęgniarki, były tak pochłonięte rozmową że nawet na dzień dobry nie odpowiedziały. Telefon dzwoni, nie odbierają.

- No, gdzie ta Magda się znowu podziała. Telefon dzwoni, ludzie stoją a jej nie ma.

Kasia czeka nadal. Mijają kolejne minuty.

-  Przepraszam, ja chciałam się dowiedzieć tylko na kiedy jestem zarejestrowana do lekarza. – mówi kobieta, która też już dłuższy czas czeka.
-  Ale my tu nie możemy sprawdzić, my nie od tego, jesteśmy zajęte, przyjdzie koleżanka to sprawdzi. – odpowiedziała jedna z pielęgniarek.
-  Właśnie widzę, jak panie zajęte obgadywaniem. Dyrektor u siebie?
-  Przepraszam panie, właśnie powinnam wchodzić do gabinetu, ale potrzebuję moją kartę, bo nie mam jej u doktora. – odezwała się Kasia.
-  Proszę czekać, my nie jesteśmy od tych spraw. Przyjdzie koleżanka to wszystko się załatwi, cierpliwości kobiety. – odpowiedziała kolejna z pielęgniarek.

W końcu pojawiła się pani Magda. Kasia wyjaśniła swoją sytuację, recepcjonistka poczęła szukać jej na liście zarejestrowanych osób.
-  Pani mnie dopisywała na liście w zeszycie. Miałam karteczkę od doktora i miałam przyjść po kartę by zmienić nazwisko. – mówi Kasia.
-  Coś kojarzę. A jak nazwisko? Bo ja już nie wiem jakiej karty mam szukać, z jakim nazwiskiem.
-  Rejestrowałam się na Y, ale na karcie mam nadal X, więc kartę z nazwiskiem X proszę.

Mijały kolejne minuty, a karty nadal nie było, ani w szufladach z nazwiskami, ani wystawionych na kolejne wizyty, ani w gabinecie doktora.
-  Proszę iść do gabinetu, jeżeli nadal nie będzie karty, założymy nową – mówi pani Magda.
-  A co z historią leczenia, leków, badań? Wszystko w tej karcie przecież. – oburzyła się Kasia.
-  Nic nie szkodzi. Będzie nowa.

Kasia wyczekała swoje pod gabinetem doktora. Przepuściła starszą panią, która podobno miała numerek 1 z godziny 10:30, mimo że sama była zarejestrowana na 9:20. Nie ma co się kłócić ze starszymi – pomyślała dziewczyna.
Pod gabinet podbiegła pani Magda z kartą.
-  Mam, znalazłam, to ta?
-  Nie. Ja nie nazywam się Anna i mój pesel się nie zaczyna od tych cyfr.
-  Ale pani nazwisko. To na pewno pani karta.
-  Nie, proszę mi nie wmawiać. Niech pani poszuka może pod nazwiskiem Y. Może już ktoś zmienił.

Pani Magda poszła szukać. Kasia weszła do doktora.
-  Dzień dobry pani Kasiu. jest już karta? Znalazła się?  – pyta lekarz.
-  Podobno miała  być tu.
-  Ja wszystkie karty zdałem dziś rano. Ale sprawdzę jeszcze.

Doktor przejrzał wszystkie karty wystawione na wizyty. Nie było. Obszukał wszystkie szuflady, nie ma.
-  Proszę iść na recepcje, niech wyrobią nową.

Kasia znów zawitała na recepcję. Pomyślała, że znowu miną kolejne minuty zanim wyrobią nową kartę, w kolejce do rejestracji czekało ponad 10 osób. Mimo wszystko, pani Magda ujrzawszy Kasię zajęła się nią bez kolejki.
-  I co, dalej nie ma pani karty? Pewnie doktor wziął do domu sobie- skierowała do dziewczyny. – Proszę wybaczyć, ale najpierw zajmę się tą panią, założę jej kartę, bo już czeka u lekarza. – tym razem powiedziała to do ogółu ludzi, którzy cierpliwie czekali.
-  20 zł. proszę za wyrobienie nowej karty.
-  Słucham? Zgubiliście moją kartę, moją historię i ja mam jeszcze płacić?
Kasia zapłaciła, nie miała już ochoty na kłótnię, chciała już być u lekarza.

-  Ooo, ma pani już kartę, super. I co słychać? – pyta doktor.
-  Mieliśmy sprawdzić czy już coś widać na badaniu.
-  A właśnie, ma pani badanie krwi, tak jak prosiłem?
-  Panie doktorze, nic pan nie mówił o badaniach, ja się sama pytałam, pan stwierdził, że jeszcze czas.
-  To proszę, tu karteczka ode mnie i proszę najpierw podejść do laboratorium zrobić badanie i zaczniemy od nowa.

Kasia ponownie wyszła z gabinetu. Cała w nerwach podeszła na pobranie krwi. Laborantka stwierdziła, że dopiero jutro, bo dziś już nie pobiera. Dziewczyna podała karteczkę od lekarza i usiadła na fotel. Następnie zaczekała kilka minut na wyniki.
-  20 zł za badanie się należy. – mówi laborantka.
-  Co proszę?
-  20 zł, tyle kosztuje usługa pobrania krwi poza godzinami na to przeznaczonymi.

Nic innego nie pozostało dziewczynie jak tylko zapłacić i udać się z wynikami do doktora.

-  Jeszcze próby wątrobowe by się przydały – stwierdził lekarz oglądając wyniki krwi.
-  Następnym razem przyniosę doktorze, bo na teraz chyba nie są potrzebne?
-  Proszę się przygotować do badania.

Kasia tak uczyniła, usiadła na fotel.
-  Dobrze skarbie, zobaczymy co tutaj mamy. Z której to strony miało być?
-  Lewej.
-  Myła się pani dziś przed wizytą?
-  No tak- odpowiedziała Kasia zastanawiając się w myślach o co znów chodzi doktorkowi.
-  To za mocno się wymyła. Nic nie widać.
-  Ale jak? Wczoraj miałam ten dziwny skurcz o którym doktor mówił.
-  Nic tu nie ma, proszę się ubrać.

-  Pani Kasiu, na badaniu nic nie widzę. Trzeba czekać teraz na rozwój wydarzeń. Pani się za mocno wymyła i nic tu nie ma.
-  Dobrze doktorze, w takim razie chcę skierowania na badania by dokładnie sprawdzić.
-  Ale co sprawdzać chcesz kochaniutka, jak tu nic nie ma. Za mocno się wymyłaś i tyle. Trzeba czekać. Na dziś to chyba tyle…

Kasia się zabrała i wyszła. Poszła do recepcji z zapytaniem, gdzie przyjmuje dyrektor placówki. Nagle, wszystkie panie w recepcji okazały się bardzo miłe.
Niestety, administratora nie było. Po powrocie do domu Kasia wyszukała adres mailowy do dyrektora i napisała skargę. Stwierdziła również, że więcej nie pójdzie ani do tej przychodzi, ani do tego lekarza.

Dziewczyna posprawdzała opinie na temat lekarzy, wybrała już nowego, zapisała się na wizytę. Ma teraz nadzieję, że już nikt nie zagubi jej karty historii, nie każe ponosić dodatkowych kosztów, ani nie wmówi, że za mocno się wymyła przed badaniem, by lekarz mógł sprawdzić, czy rzeczywiście jest w ciąży i spodziewa się upragnionego dziecka…

 Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe. Imiona i nazwiska zostały zmienione. Wszelka zbieżność jest przypadkowa.

Opublikowano Małżeństwo, relacje, uczucia/emocje | Otagowano , , , , , | 10 komentarzy

37. O tym, co mnie wkurza, czyli o zapomnieniu zasad savoir vivre…

Witajcie ;)

Dawno mnie tu nie było, dawno nie pisałam i również, przyznaję się bez bicia, nie zaglądałam do Was. Wybaczcie. Ostatnio dużo się u mnie dzieje, ale nie o tym dziś.

Poprzednio udostępniłam wpis Ku pokrzepieniu, dziś jednak chciałabym zwrócić uwagę na kilka kwestii, które mnie bardzo nurtują w życiu codziennym, publicznym.

Dużo i często podróżuję, póki co, środkami komunikacji miejskiej i zauważam różne sytuacje, które wywołują u mnie poruszenie stwierdzające nieznajomość zasad savoir vivre. Podstawowych zasad życia codziennego.

Co mnie wkurza i na co nie mogę patrzeć?  A no…

Wsiada do autobusu chłopaczek, lat. ok 25-30max., szturmuje starszą panią, by usiąść przy oknie. Szacunku chłopie! To jednak nic. Chłopak słucha muzyki, na słuchawkach, ale tak głośno, że słychać go na drugim końcu autobusu. Żuje gumę, ciamkając. Gdy już stwierdził, że „wyżuł” całą przykleja na spód siedzenia na którym siedzi….

Następnie wsiada pani. Ładna, zadbana, widać do pracy jedzie, bo z teczką i laptopem. Wyciąga telefon.
– No Zośka, w końcu jadę, teraz mogę gadać, w domu przy tym chu*u się nie da, wszystko podsłuchuje a potem awantury robi… (…) No, ty wiesz że ten debil chciał się wczoraj bzykać, bo mu pałka stała i nie chciał sam sobie spuścić. Nie no co ty, udostępniłam mu się, ale zero przyjemności, popychał jakby był zdrewniały, w sumie wiesz to tylko max 5 minut więc się później wymyłam i miałam spokój.  (…) itp. itd.
I tak jeszcze z 20 minut.

No droga pani! Takie słowa z ust z tak ładnej kobiety?? Nie sądziłam, że kobiety są w stanie opowiadać o swoim życiu intymnym w tak bezpośredni sposób na forum nieznanych osób, którzy przysłuchiwali się z otwartymi ustami. Prawdę mówiąc nie sposób było tego nie słyszeć, bowiem pani bardzo głośno rozmawia przez telefon.

Godziny szczytów, i porannych, i popołudniowych. Wiadomo, na zdrową logikę, że ruch jest wówczas spowolniony i są korki. Mpk również w tym uczestniczy. To powiedz mi dziewczyno dlaczego dzwonisz na infolinie ze skargą, że autobus miał być 5 minut temu, a widzisz co się dzieje na ulicy…? Rozumu trochę! Wiadomo, że w godzinach 7:30-9 jest zwiększony ruch, ludzie jadą do pracy, ty też, ok, to wyjedź wcześniej, a nie dzwonisz na infolinię, która nic nie pomoże, bo kierowca jest w drodze. Gdybyś nie czekała na autobus, to byś stała w korku. Proste. Rada? Wyjedź wcześniej.  

Nie wspominam już o nałogowym nie udostępnianiu miejsc osobom starszym, schorowanym, z dziećmi, kobietom. Głównie zauważam to u facetów! Panowie, trochę więcej uprzejmości! Upominacie się, by mieć obiad podany na czas, uprane i posprzątane również, ale nie jesteście w stanie zwolnić miejsca siedzącego dla kobiety? Owszem, macie również wykupiony bilet, macie zapewnione miejsce, ale skoro widzicie że obok Was stoi kobieta ( z dzieckiem) to podnieście swoje ciężkie 4 litery i pozwólcie usiąść Kobiecie, która pewnie jedzie do pracy, albo z niej wraca by w domu pracować na kolejnym etacie.

U starszych pań również zauważyłam ciekawe zjawisko ;) Śmiga niczym 30latka w drodze na przystanek. Podjeżdża mpk to ta udając schorowaną, ledwo co wchodzi do środka pojazdu i głośno wzdycha. Oczywiście, ktoś uprzejmy zwolni jej miejsca siedzącego, by ta za chwilę na następnym przystanku wysiadła i znów biegusiem pognała w świat daleki.

Ciekawy przykład jest również z pieszymi :) Gdy tylko oni zauważą „eLkę” (naukę jazdy) wkraczają na pasy, jezdnię, by przyszły kierowca zahamował na jego widok. Nie zdają sobie sprawy, że jednak są sytuacje na drodze, kiedy nagłe, gwałtowne przyhamowanie bywa niebezpiecznie. W Polsce nie ma obowiązku by na widok zbliżającego się do przejścia pieszego hamować, zwalniamy jedynie, a hamujemy, gdy pieszy jest już nad jezdnią, wkracza na nią… I pamiętajmy, że wkraczając bez dokładnego rozejrzenia się na jezdnię, stwarzamy spore niebezpieczeństwo, przede wszystkim dla siebie.

A i kochani sąsiedzi! Jeżeli widzicie, że wasz znajomy idzie z torbami pełnych zakupów to przetrzymajcie te drzwi, a nie puszczajcie. To tylko o was świadczy. I warto odpowiedzieć z uśmiechem na zwykłe słowo „dzień dobry”, nie trzeba od razu się na nie oburzać, sąsiad chciał się tylko przywitać…

Są to obserwacje tylko z jednego przedpołudnia…. Sytuacji jest naprawdę sporo, ale nie chcę narzekać ;)

Jestem obserwatorem i zauważam różne zjawiska. Nie jestem w stanie pojąc co się stało z ludźmi, gdzie się podziały zasady zdrowego współżycia codziennego. Nasuwają mi się jedynie na myśl słowa Zofii Nałkowskiej rozpoczynające „Medaliony”: „Ludzie ludziom zgotowali ten los”.  Nie jestem w stanie pojąc tego. Przeraża mnie to, w jakim kierunku idzie ten świat, dlaczego „człowiek człowiekowi wilkiem”? Czy naprawdę tak trudno jest zachować się uprzejmie? Gdzie się podziały zasady, które wpajano nam od najmłodszych lat? Twierdzimy, że jesteśmy kulturalni, choć zasady postępowania mówią co innego…
A po czym można rozpoznać kulturalnego człowieka nawet, jeśli byłby ubrany w łachmany? To ruch ciała, mimika, sposób bycia, wysławiania się, uśmiechu, postępowania nawet w drobnych spawach – wszystko to mówi nam o tym, kim jesteśmy. To dobre wychowanie czyni z nas kulturalnych ludzi, budzących sympatię i szacunek. A w czym tkwi istota savoir vivre? Po prostu to wgląd na innych. W tym tkwi ambaras dobrego wychowania, aby obcować z ludźmi w sposób kulturalny.

Kochani, jeżeli sami zauważyliśmy u siebie zachowania, których nie powinni naśladować inni, jeżeli sami czujemy się źle ze sposobem w jaki czasem się zachowujemy, to nic straconego, można to nadrobić. Trzeba tylko chcieć i zauważać drugiego człowieka ;) Nie bądźmy tacy egoistyczni. Sama chęć bycia nienagannym jest już godna pochwały.

 

* Miało być krótko i zwięźle, a wyszło jak zwykle ;)

Opublikowano relacje | Otagowano , , , | 20 komentarzy

36. Ku pokrzepieniu :)

Witajcie :)

szczescie-340x508Nastał nas grudzień, wyjątkowy miesiąc, wyjątkowy czas. Mikołajki, święta Bożego Narodzenia, przywitanie nowego roku, początek zimy. I miesiąc narzekania.

Ile razy zdarzyło się Wam albo usłyszeć, albo samemu uskarżać się na brak pieniędzy(znowu na święta podrożało, a to miało być w promocji), na pogodę (ciepło-źle, zimno-źle, gdzie śnieg, kiedy ten śnieg stopnieje), na brak czasu (tyle obowiązków: praca, dom, dzieci, zakupy i jeszcze trzeba święta wyprawić), na świąteczne wyjazdy, na ciotki, wujków, kuzynów itp.??

Czy narzekanie, umartwianie się nad sobą coś daje?? Raczej nie. Ba! Lepiej. Prowadzi do poważnych konsekwencji.!

Z naszego biadolenia uczyniliśmy podstawową i chyba jedyną formę komunikacji. Poprzez narzekanie często jednak osiągamy o wiele niższe cele – to np. świetny sposób na samousprawiedliwianie się. W psychologii nazywa się to samoutrudnianiem. Dobrym przykładem jest sytuacja, w której nie mamy odpowiednich zasobów, chęci czy motywacji do zrobienia czegoś i potrzebujemy wymówek, które nas usprawiedliwią. Narzekanie więc czasem pomaga nam ochronić ego. Poprzez uskarżanie się przyjęliśmy formę mówienia o sukcesach, np. zamiast powiedzieć: „Stać mnie na budowę tego domu”,stwierdzamy: „Prędzej zbankrutuję, niż zdołam to wszystko ogrzać!”, a zamiast: „Jestem zadowolony z tego awansu, szef mnie docenił”, wybierzemy: „Zwariuję od tych ciągłych telefonów i zostawania w pracy po godzinach, tyle obowiązków!”.
Niekiedy wyrażanie niezadowolenia służy wręcz wywyższaniu się. Ile razy słyszymy, że ktoś mówi: „Jak oni to zrobili, jak można być tak niekompetentnym?”, a w rzeczywistości chce, by usłyszano: „Ty zrobiłbyś to lepiej!”.

Kochani, przestańmy narzekać i biadolić. To do niczego dobrego nie prowadzi, wiedzą to już nawet 3latki, którzy potrafią odróżnić uzasadnioną skargę od zwykłego marudzenia.!
I nie od dziś wiadomo, że „jesteś tym, co myślisz”. Owszem, zdarzają się dni, kiedy nic nas nie cieszy, jesteśmy zdołowani, zmęczeni, musimy iść znów do pracy; jesteśmy tylko ludźmi. Wówczas, gdy ogarniają nas nieprzyjemne emocje, warto się zastanowić co byśmy chcieli czuć w danym momencie, np. wyjść w dobrym nastroju do pracy i powiedzmy sobie: ‚Jak to dobrze, że mam pracę. Mam dzisiaj dużo spotkań, trochę się tego boję, ale będę miała okazję poznać nowych ludzi, może coś nowego wniosą do mojego życia’. Wówczas świadomie zmieniamy frustrujące myślenie na konstruktywne, dające szansę zmiany samopoczucia. To przekierunkowanie myśli na drugą stronę. Szklanka do połowy pusta zapełnia się.

Ważny jest również optymizm (po części zrodzony, po części nabyty) dotyczący przeszłości. Błędem jest myślenie o sobie, że np. skoro zostałam wychowana na chorą pedantkę, to już przez całe życie będę się z tym męczyć. Każdy nas ma jakieś doświadczenia z dzieciństwa, czasem trudne. Tu chodzi o zmianę przekonań. Jeśli pomyślimy sobie – matka to też człowiek, który popełniał błędy i któremu można wybaczyć, uwolnimy się od złych emocji. Ale nie jest to proste. Bo jedno – to sprawa myślenia, drugie – sprawa przeżycia.

Mówmy o  swoich uczuciach, o emocjach. Dajmy sobie też prawo do odczuwania smutku, złości, rozgoryczenia. Akceptujmy to, co czujemy. Ale! Zamiast mówić o tym, że świat jest zły, że szef nie docenia, że dziecko znów chore, zastanówmy się co ostatnio dobrego nam się przytrafiło. Nie muszą to być jakieś wielkie osiągnięcia, ale to drobnostki budują życie (cieszmy się z małych rzeczy, to kolejny mały sukces). Można ucieszyć się z tego, że  się nie zdenerwowaliśmy rozmawiając z nielubianą sąsiadką albo asertywnie powiedzieliśmy „nie” aktywizatorowi. Poświećmy się małym przyjemnością, które sprawiają cuda. Poranna kawa, pół godziny spokoju w swoim pokoju, kąpiel, pomalowanie paznokci, w ogóle poświęcenie czasu swojemu ciału, wyjście z dzieckiem na spacer, co kto lubi.

Myślmy o przyszłości. Sama często wybiegam w przyszłość. Dotyczy ona głównie celów, określenia czego chcę. O przyszłości trzeba myśleć pozytywnie. Mieć cel, który chce się osiągnąć kiedyś, ale myśląc tu i teraz. Wyznaczam sobie na przykład dalekosiężny cel dotyczący mojego życia prywatnego, ale realizuje go małymi kroczkami. To działa w ten sposób, że jak coś robię, to mam poczucie że to zależy ode mnie i jestem dzięki temu silniejsza.

kimb-kopia

sukces

Pozdrawiam,

A.

Opublikowano relacje, uczucia/emocje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 4 komentarzy

35. Organizacyjnie

Witajcie,

moja nieobecność na blogu spowodowana była sytuacją rodzinną… Niestety wydarzyło się coś, na co nie byliśmy przygotowani i na co się nie zapowiadało…
Miesiąc temu zmarł Tato mojego Męża, mój Teściu…   Ważne, że zdążyliśmy oglądnąć chociaż razem zdjęcia ze ślubu i z wesela. Uporządkowanie spraw, załatwienie wszelkich formalności trochę trwało, a przede wszystkim musiałam być wsparciem i oparciem dla swojego Męża w tym trudnym czasie….

Dziś jest już lepiej, choć wielka pustka i niedopowiedziane słowa są… Trzeba iść dalej i wyciskać z każdego dnia ile się tylko da, trzeba żyć pełnią życia :)

Dziś, chciałabym podzielić się z Wami nową stroną ;) To, że lubię coś upichcić pewnie wiecie. Chciałabym się z Wami podzielić moimi sprawdzonymi, jak i eksperymentalnymi przepisami ;)

 

Kobiecym Sercem w kuchni

Zapraszam w wolnej chwili :)

Pozdrawiam,
A.

Opublikowano Bez kategorii | 10 komentarzy