34. Przykładna żona czy służąca własnego męża…?

Witajcie ;)

Przyuważyłam, że ostatnio na dość znanym i popularnym portalu społecznym dużo osób udostępnia pewne zdjęcie (obrazek).

stylowi_pl_inne_24401620
Głównymi, i chyba jedynymi, osobami które udostępniają powyższy tekst są kobiety. Czy naprawdę jest nam aż tak źle w dzisiejszych czasach? Czy naprawdę tak bardzo się musimy starać? O kobiecie, kobiecości, pisałam już niejednokrotnie, np. tu albo tu i na poprzednim blogu.
Owszem, w dzisiejszych czasach dużo się wymaga od kobiet. Współczesne panie muszą pogodzić kilka ról: matki, żony, gospodyni domowej, pracownicy… I znaleźć w tym wszystkim czas dla siebie, by zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie samej; nieważne czy to będzie czytanie gazet, książek, ćwiczenia czy chwila w samotności, w spokoju z ulubioną kawą czy herbatą. Bardzo często rezygnujemy z tego, bo najzwyczajniej w świecie nie mamy już po prostu sił. A trzeba pamiętać, że siła jest kobietą ;)

Tylko na ile może sobie pozwolić kobieta, by nadal była przykładną żoną, matką a nie już służącą? Kiedy po raz pierwszy usłyszałam wypowiedź „idealnego modelu rodziny” na zajęciach z psychologii śmiałam się z tego jak głupia i się zastanawiam czy to w ogóle możliwe, czy ktoś sobie żarty robi.



Mój Mąż też był zdziwiony tymi słowami, to aż wydaje się nieprawdopodobne.

Ale kiedy kolejny raz koleżanka odmówiła spotkania, zapytałam o prawdziwy powód, bo już nie wierzyłam, że znów jej coś wypadło, nie chciała nic mówić. Zebrałam się i pojechałam do niej. Jakież było jej zdziwienie, gdy mnie u progu swojego domu zobaczyła.

- Kochana, co się dzieje, mów.
- A co mam Ci powiedzieć? Nie mam czasu na spotkania. Wybacz. Jestem matką i żoną na cały etat i nie mam nawet czasu wypić kawę w spokoju.

Zamknęłam drzwi od wewnątrz, przyglądnęłam się mojej znajomej, kiedyś radosnej, uśmiechniętej, od której biło ciepło, a dziś stała jak wrak, bez wyrazu twarzy, ze smutkiem w oczach i ze ścierką w dłoniach przyodziana w pobrudzony już fartuch.

-Zobacz tylko, ten dom, te dzieciaki, wszystko na mojej głowie, ja już nie daję rady… Codziennie rano wstaję o 5, szykuję swojemu kanapki do pracy, potem budzę dzieci, muszę je wyprawić do szkoły i żłobka, odprowadzam, wracam do domu szybko sprzątam, idę na kurs, po drodze robię zakupy, odbieram dzieci i znów: obiad, małego trzeba jeszcze trochę pokarmić, ze starszym nad lekcjami posiedzieć. Dzieciaki się bawią, a wiesz jak ja lubię porządek, to znów trzeba posprzątać, bo oni tak dokładnie tego nie zrobią. Na spacer z dzieciakami, na podwórko, by się wyszumieli. Pod wieczór mój wraca, to znów obiad trzeba odgrzać, zostawi talerz, nawet nie podziękuje, i znów trzeba myć te gary. A pan mąż gapi się w telewizor, bezmyślnie przełączając kanały. W dodatku występuje wówczas w spodenkach i podartym, pamiętającym o wiele lepsze czasy podkoszulku. A ja co? Pranie, prasowanie, mycie podłóg, dzieci spać trzeba położyć i samemu trzeba się myć i spać, bo od jutra to samo. I powiedz mi, gdzie ja w tym wszystkim mam się jeszcze z tobą spotkać, sama widzisz że nawet nie mam czasu porządnie się wysikać, a ty mi mówisz o kawie, wieczornym wyjściu… Kochana. Tak teraz wygląda moja rzeczywistość.

Popatrzyłam na swoją znajomą, w oczach miała łzy. Żal mi się jej zrobiło. Nie wiedziałam, że jest w takiej sytuacji. Pewnie niejedna z nas ma taki harmonogram dnia, ale jeżeli to chodzi o bliską osobę tym bardziej uderza. I wtedy przypomniały mi się zajęcia z psychologii, że jednak to nagrania mogło być prawdziwe. Co prawda nie aż w takiej wersji, że kobieta sprzedaje puszki po piwie, by miała na waciki… Kocha ona bardzo swojego męża, który teraz jest Panem Mężem, który jest zdania, że jak zarabia i utrzymuje rodzinę to nic więcej nie musi robić. A moja znajoma, jak każda kobieta, potrzebuje bliskości, przytulenia, wsparcia, zrozumienia i pomocy. Wyznała mi również, że ich relacje łóżkowe się zmieniły, a zbliżeń jest znacznie mniej, początkowo mąż zmęczony po pracy, a teraz oboje. Gdy ona chce, zdarza się, że mąż ją odtrąca, a gdy on chce, ona się poddaje, bo go tak pragnie a zarazem płacze w trakcie zbliżenia, że znów dała się, by mąż się zaspokoił.
To nie wszystko. Kobieta jest również, jakby to nazwać, dręczona psychicznie przez pana męża. Mąż ma pretensje, że żona znów chodzi po domu w dresie, że dawno nic nie robiła z fryzurą, że nie potrafi się ubrać jak gdzieś wychodzą a poza tym jak ona w ogóle wygląda,że już nie taka laska jak kiedyś;  że już się nie uśmiecha, a nawet ma pretensje, że znów na obiad spaghetti, albo że nie doprawione tak jak ostatnio…

Żal mi takich Kobiet. Nie zostawi męża, bo go kocha, bo są rodziną, a mąż podobno się stara, ale mu nie wychodzi…
Kobiety, bądźmy silne, walczy o siebie, by codzienna rzeczywistość nie zamieniła się w przykry obowiązek. Nie pozwólmy, by nasza radość i optymizm znikł. I nie pozwólmy, by w naszych oczach zamiast uśmiechu pojawiły się łzy! Chyba, że to łzy szczęścia.

A.

Opublikowano Małżeństwo, relacje, uczucia/emocje | Otagowano , , , , , , , , , | 28 komentarzy

33. Na wf-ie nie, z Chodakowską tak!

Witajcie,

w okół nas tyle się dzieje, tyle inspiracji do podjęcia jakiegoś tematu i napisania o nim… Jednak ja mam poważny problem ze sobą; bowiem nie potrafię pisać krótko na dany temat. ;)

***
Pewnie obiła Wam się o uszy ogólnopolska akcja: „Stop zwolnieniom z wf-u”. Twarzą kampanii jest Ania Lewandowska, prywatnie żona Roberta Lewandowskiego, zawodowo trenerka sportowa i katareczka. Akcja ma na celu promowanie aktywności fizycznej w szczególności w grupie nastolatek. Wiecie, ze 23% gimnazjalistek regularnie przynosi zwolnienia i ponad 40% licealistek?

W spotach reklamowych da się zauważyć, że sport to nie tylko kształtowanie mięśni, ale i również charakteru; sprawność fizyczna pomaga uniknąć problemów, tymi akurat w jednej z reklam były powyciągane nogi i porozrzucane plecaki, gdzie przejść się nie da.

Powodów, czy tzw. wymówek by nie ćwiczyć jest wiele, począwszy od lenistwa, braku chęci, wstydu (niektóre dziewczyny w wieku dojrzewania, chcą uniknąć komentowania i żartów ze strony kolegów), nadwagi, a skończywszy na tzw. modzie „Kasia nie ćwiczy, to ja też”…

Powszechnie wiadomo, że brak ruchu jest jedną z głównych przyczyn rosnącej wśród dzieci i młodzieży otyłości, a także wad układu ruchu (przede wszystkim płaskostopia i wad postawy) oraz chorób układu krążenia.

Nasze ciało, bez żadnego wysiłku fizycznego, przeradza się w tzw. bałwanka, dokucza nam oponka na brzuszku, wystające boczki, niezbyt zgrabne nóżki. W okresie wakacyjnym wstydzimy się wyjść w spódniczce, bo widać nasze wielkie kopyta, a spod ulubionej bluzeczki wystaje ciałko. Kochanego ciałka nigdy za wiele, więcej powierzchni do kochania, jak to się zaczęło mówić. Siedząc wygodnie przed laptopem, objadając się chipsami, frytkami zwykliśmy narzekać na swój wygląd, nic z tym nie robiąc. Marzymy o idealnych sylwetkach, niczym z reklam tv, tylko że na marzeniach to się kończy. Jesteśmy bowiem zbyt leniwi.

Szukamy na internecie, jak zgubić parę kilo bez ćwiczeń. Dziewczyny wolą się głodzić, nie jeść przez tydzień, by tylko schudnąć. Siedząc na jednym z portali społecznościowych z zazdrością oglądamy zdjęcia z wakacji naszych znajomych, patrząc jaką mają figurę.
Natrafiamy na stronę jednej z bardziej rozpoznawalnych trenerek sportowych, Ewy Chodakowskiej, która na swoim portalu ma ponad milion lajków. Przeglądamy dodane przez nią metamorfozy Kobiet, które powiedziały sobie dość i zaczęły ćwiczyć i wzdychamy do monitora, że też tak byśmy chciały. Tylko mamy problem: nie chce nam się; trudno podnieść swoje cztery litery, wygospodarować 40 minut, by włączyć trening i zawalczyć o siebie, o swoje ciało.

A dlaczego Ewa ma tyle zwolenniczek? Kobieta pokazuje jak ćwiczyć, trafia do każdej z osobna, trening z nią jest przyjemnością mimo wylewania hektolitrów potu. Wie kiedy i co powiedzieć, by dodać sił. Ewa organizuje też otwarte treningi, na których można osobiście z nią poćwiczyć.

Chodakowska obiecuje pierwsze efekty ćwiczeń po 3-4 tygodniach, długo? A jak długo siedziałaś na czterech literach i objadałaś się? No właśnie. Trzeba się zmobilizować i zacząć działać, by w końcu móc stać przed lustrem, szczerze uśmiechnąć się do siebie i być z siebie zadowolonym :)

Nie twierdzę, by każda z nas ćwiczyła z Chodakowską, może macie swoje ulubione treningi, zacznijmy się ruszać :) Tylko od razu nie zaczynajmy od biegać, to zbytnie obciążenie dla stawów, zwłaszcza gdy są one zastałe…

Kobietki, zacznijmy coś robić tylko dla siebie, dla swojej osoby, zawalczmy o siebie, bądźmy z siebie zadowolone!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 18 komentarzy

31. Pani Ela prawdę ci powie…?

 

Witajcie, zastanawialiście się kiedyś ile prawdy jest  przepowiadaniu przyszłość? A może ktoś kiedyś korzystał z takich usług i być może spełniło się coś co było wówczas wypowiedziane? Ja stronię od takich ludzi, wolę sama odkrywać swoje karty życia, dlatego tym bardziej nie wiem czy wierzyć osobie, którą napotkałam na swojej drodze, która jak twierdzi, kiedyś była wróżką…

Jakiś czas temu na osiedlu, gdzie obecnie wynajmujemy mieszkanie, poznałam miłą, starszą panią, tak mi się wtedy wydawało. Pani zaczęła opowiadać o sobie, gdy tylko spotkałyśmy się na osiedlu, czy w sklepie. Żal mi jej było, bowiem rok temu zmarł jej mąż, a parę miesięcy temu brat, pozostał jedynie pies, jamnik, który też już był sędziwego wieku. Samotna kobieta myślałam, dlatego chętnie zamieniałam z nią kilka słówek. Nieraz widziałam jak w sklepie wyliczała każdą złotówkę, albo odstawiała towar, bo jej zabrakło pieniędzy; niestety takie życie na emeryturze, myślałam. Pewnego dnia zaprosiła mnie na kawę do siebie do domu, odmówiłam, miałam parę obowiązków i spraw do załatwienia tego dnia, pani oświadczyła:
- To może ja do pani dziś wieczorem wpadnę. Przyniosę koniaczek, to posiedzimy, pogadamy i poznam pani męża.

Odmówiłam. Pani jest w wieku 65-70 lat, nie znam jej dokładnie i nie lubię zapraszać do siebie obce osoby. Mój Mąż również był tego zdania. Chociaż żal mi było tej pani, taka osamotniona kobieta, która nie ma z kim koniaczku się napić, ale mam swoje zasady.

Parę dni później spotkałam panią Elę w sklepie. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać, bo jak miałam jej znów odmówić kawy albo koniaku? Nie umiałabym. Niestety pani Ela mnie zauważyła i ożywionym głosem się przywitała.

-Gratuluję! Gratuluję córeczki.
-Pani wybaczy, ale ja nie jestem w ciąży, ani nie byłam. Owszem przytyłam, ale o dziecku mi nic nie wiadomo.
-Kochaniutka, ale ty będziesz w ciąży, niedługo. Urodzisz wspaniałą córeczkę.
- Owszem, mamy w planach z mężem dzieci, nawet córeczkę, ale to jeszcze nie teraz. Za jakiś czas, gdy uporamy się z paroma sprawami.
-Pani kochana, kiedyś powiedziałam kilku dziewczynom, że zajdą w ciążę i tak się stało. Kiedyś odczytywałam przyszłość, wróżyłam z kart, fusów, kuli, ze wszystkiego. To był mój zawód i z tego się utrzymywałam.
-Hmm… Zaskoczyła mnie pani, ale proszę o wybaczenie ja nie wierzę w takie rzeczy. Wszystko w życiu ma swój czas i tego chcę się trzymać.
- Owszem, i to jest wasz czas, niedługo się pani do mnie przekona jak urodzi córeczkę. Wiem też jeszcze coś, co się niebawem wydarzy w pani życiu.
- O nie, przepraszam. Ale ja chcę sama odkrywać swoje karty. Muszę już uciekać. Miłego dnia. Do widzenia!.

Po powrocie do domu, opowiedziałam o wszystkim Mężowi.
-To fajną masz koleżaneczkę. -stwierdził.
-Kochanie, ale my tak pragniemy dziecka, tylko tego małego brzdąca brakuje nam do pełni szczęścia.
-No tak, tylko wiesz, że to jeszcze nie ten czas. Musimy uregulować parę spraw, a poza tym zabezpieczamy się.

Opowiedziałam o tym Siostrze i Bratowej, obie stwierdziły, by zacząć działać i że chyba wiemy co robić. Ta myśl nie dawała mi spać w nocy, a gdy już przysnęłam miałam piękny sen o naszej córeczce. Gdyby nam się teraz udało, to dziecko by się pojawiło w maju, tak jak sobie zaplanowałam, tylko że rok wcześniej. :)

-Kochanie, a co jeśli ta pani ma rację? -pytam następnego dnia męża.
-Ucieszyłbym się, byłbym najszczęśliwszy, tak bardzo tego pragnę.!

 

 

 dziecko

 

 

 

Opublikowano Małżeństwo, uczucia/emocje | Otagowano , , , , , , | 19 komentarzy

30. …i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.

 

Jak to się powszechnie mówi: święta, święta i po świętach. Tak samo mogłabym rzec o ślubie.

Wielkie emocje przy tworzeniu listy gości, uśmiech i radość, że w tym szczególnym dniu obok będę same wyjątkowe osoby. Znalezienie odpowiedniej sali, terminu ślubu. Załatwienie spraw urzędowych. Odnalezienie swojej najpiękniejszej sukni ślubnej, w której czuć się będę wyjątkowo i niepowtarzalnie. Wybór garnituru, obrączek. No i najważniejszej na weselu wódki weselnej. Wybór menu weselnego, dekoracji. I oczekiwanie na ten szczególny i wyjątkowy dzień.

Im bliżej tego dnia tym spokojniej na duszy, pewniej.  Jedynie pewne osoby zaczynają denerwować pytaniami o stres, o organizację itp. W przeddzień wielkie nerwy, łzy załamania przy dekoracji sali. Pan Właściciel zaczyna mieszać, krzyczeć. Przychodzi pani Diana i nadchodzi spokój, wygania męża do koszenia trawy i ustawia wszystko tak jak sobie zaplanowaliśmy, stanęło na naszym. Noc spędzona z butelką winą w doborowym towarzystwie ukochanej Sis i cudownej Koleżanki. Przespane 1,5h. i można zaczynać ostatnie już przygotowania, siebie. By dobrze rozpocząć dzień należy zjeść dobre śniadanko z Dziewczynami, z Ojcem i Ciocią. Później kawka na świeżym powietrzu i można jechać z uśmiechem dalej. Znajoma już przygotowana na ułożenie fryzury ślubnej, całkiem innej niż zaplanowana. Obawiam się co to będzie, ale widząc Jej uśmiech wiem, że jest dobrze. Jeszcze makijaż. Wracamy do pensjonatu się ubierać. Są już pierwsi gości, co za emocje. Gotowe wychodzimy. Wzrok Ojca i Kuzyna nie do opisania, zaniemówili. Z emocji Ojca docieramy spóźnione 5 minut do domu. On już tam jest. Wchodzę. Widzę krąg ludzi, widzę nadal płynące łzy wzruszenia Ojca, widzę uśmiech swojej przyszłej Teściowej, która mówi że jest pięknie. Jest i On, mój Ukochany. Uśmiechnięty, pewny siebie i z małą łezką w oczku. Teraz szybko do samochodu i pod urząd. Witamy się z pozostałymi gości, każdy pod wrażeniem i mówi, że pięknie, a ja się tylko uśmiecham. Czas wchodzić, pani urzędnik już czeka. Świadek kładzie obrączki w odpowiednim miejscu. Już czas. Stajemy naprzeciw siebie, On chwyta mnie mocno za rękę, patrząc prosto w oczy i mówi: „Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński  i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci.”.  Teraz moja kolej, głęboki oddech, spojrzenie w oczy i (…) oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Obrączki, podpisy i… po wszystkim, już jesteśmy małżeństwem. Wyjeżdżamy spod urzędu z hukiem od klaksonów, ale uśmiechnięci i złączeni. Życzenia, prezenty. Pierwszy taniec, którego się nie uczyliśmy, a goście byli pod wrażeniem układu; choć raz w tańcu się zgraliśmy.  Pocałunków nie było dość, przyśpiewek weselnych również. Wjazd tortu, tzw. efekt wow, coś pięknego, łezka się w oku zakręciła. Podziękowania dla rodziców, szczery i mocny uścisk Ojca, łezka w oczku. Oczepiny. Cudowne wesele, cudowni ludzie, wszystko wyszło tak jak sobie zaplanowaliśmy, a nawet lepiej, to był najpiękniejszy dzień w Naszym Życiu, i najlepsze wesele na jakim byliśmy.

„-Jak się czujesz w nowej roli, jako mężatka?” pytanie powracające jakby ktoś wciskał replay.
Jak? Dobrze.
Po ślubie nadal jestem kobietą, a On mężczyzną. Nadal się pracuje i żyje dalej. Po powrocie z podróży poślubnej nie zastaniesz nagle w domu krasnoludków lub sprzątaczki, która posprząta, ugotuje, wypierza a później jeszcze poprasuje. Po ślubie macie nadal podział obowiązków małżeńskich, o ile wcześniej mieszkaliście razem i ten podział był. Zmienia się świadomość, że teraz tworzycie już rodzinę, dom, z którego nie da się tak prędko wyjść trzaskając za sobą drzwiami.

U Nas po tylu latach związku nie zmienia się nic prócz nazwiska i poczucia, że jesteśmy już prawdziwą rodziną, jednością.
Świadomość, że jesteś Żoną, a on Mężem jeszcze bardziej podnieca i chcesz być jeszcze bliżej i bliżej…

 

Opublikowano Małżeństwo, relacje, uczucia/emocje | Otagowano , , , , , , | 15 komentarzy

29. Poczuć się jak mała dziewczynka…

Dzień ślubu to jeden z najpiękniejszych dni naszego życia.

Panuje przekonanie, że  to właśnie kobiety marzą o ślubie, rodzinie i stabilizacji. Już jako małe dziewczynki upinają sobie welon z firanki, urządzają ceremonię zaślubin Barbie i Kenowi i podziwiają białe suknie, oczekując księcia na białym rumaku.

Przychodzi taki moment w życiu każdej z nas, że poznaje mężczyznę, z którym chce spędzić resztę życia, przy którym czuje się wyjątkowo i chce się z nim zestarzeć.
Podejmują decyzję o ślubie, wiadomość obwieszają rodzinie, przyjaciołom, znajomych. Przyjmują gratulacje, niekiedy połączone ze zdziwienie, że jak to ślub, że wy razem, już do końca życia…?

- Tak,  kochamy się i chcemy spędzić resztę życia razem, a ślub nic nie zmieni w naszych relacjach, będziemy tworzyć już taką prawdziwą rodzinę.

Rodzina. Nie zawsze panują w niej wspaniale i godne naśladownictwa relacje. I tu pojawia się problem, zaprosić czy nie zaprosić, wyciągnąć rękę czy o niczym nie wspominać?
Twoja decyzja –  usłyszałam, gdy pytałam czy wypada zapraszać mojego Ojca, z którym moje relacje już dawno legły w gruzach… – jeśli tylko będziesz w stanie  na niego patrzeć, być z nim to, to zrób, ja będę przy tobie cały czas, na mnie możesz liczyć. – mówił wtedy mój Kochany.

Wiele dni i nocy spędzonych na rozmyśleniach, tak czy nie. Zadał mi dużo bólu, wiele krzywdy wyrządził mi, mojej mamie, mojemu rodzeństwu. Wybrał alkohol, porzucił rodzinę. Wybrał własną ścieżkę życia, która mu najwidoczniej odpowiada. Mieszka ponad 400km stąd, z inną kobietą, nowych dzieci (podobno) nie ma… Rozwiódł się z moją Mamą, ale nie ze swoimi dziećmi, tak się do cholery nie robi! Nie odzywał się, a gdy już zadzwonił to obwiniał o wszystko, o to że mu życie zepsułam (jestem najstarsza w rodzeństwie), że już nie jestem jego córką (usłyszałam, w przeddzień swoim 18-stych urodzin).  Słowa bardziej bolą niż obrazy z przeszłości.
Ostatni raz widziałam go 3 lata temu, na urodzinach brata. Nie byłam w stanie z nim rozmawiać, dostałam nerwowych drgawek, trzęsłam się niesamowicie… Życzył mi wówczas szczęścia w życiu, w związku, który tworzyłam i tworzę go do dziś, mówił że chciałby by było normalnie, by miał córkę i te słowa dorzuciły oliwy do ognia i uciekłam od dalszej rozmowy z nim. Wróciliśmy do stołu, siedzieliśmy naprzeciw siebie, nie byłam w stanie spojrzeć na niego, czułam tylko ciepłą rękę mojego Skarba, która potwierdzała, że jest tu ze mną…
Po śmierci Dziadka zadzwonił i zapytał dlaczego go nie powiadomiłam o tym, że by przyjechał na pogrzeb…  I chyba wtedy coś we mnie pękło, zdałam sobie sprawę, że to mój ojciec, obojętnie co się dzieje, to mój ojciec, to w połowie jego zasługa, że dzisiaj jestem, jest częścią mnie, współtwórcą mojej osoby, to w sumie dzięki niemu dzisiaj jestem kim jestem, mam wyrobione zdanie na pewne sytuacje, parę rzeczy boli, nie da się tego wymazać, czas nie leczy ran, a on jest moim ojcem…

Decyzja podjęta. Dzwonię do niego po roku od ostatniej rozmowy. Mówię, że chciałabym zaprosić go na ślub.
Cisza…
-Ty chyba sobie żartujesz, czy możesz powtórzyć to co powiedziałaś?

- Tato, w sierpniu biorę ślub i chciałabym cię na niego zaprosić, jesteś moim ojcem i chciałabym byś był ze mną wtedy, bo to dzięki tobie tutaj teraz jestem. Mówię ponownie drżącym głosem…

-Córeczko daj mi czas, oddzwonię do ciebie, nie wiem co powiedzieć.

Oddzwania po chwili, przeprasza za tamto życie, czasu nie da się cofnąć mówię. Możemy jedynie naprawić i zadbać o to co będzie, powalczyć o lepsze jutro.

Rozmawiamy około godziny. Pyta, czy nie będę mieć problemów z rodzeństwem, że go zapraszam.

- A mama, nie będzie miała nic przeciwko temu?

- To tylko i wyłącznie moja decyzja. Mama, Babcia, młodsi są przy mnie, mówili bym sama decyzję podjęła.

- A R. , co on na to? Pewnie zna naszą relację.

- Zna, wie jakie miałam trudne dzieciństwo, jak było ciężko. On też jest przy mnie i powiedział, że nie będzie decydował za mnie, stwierdził, że jeżeli będę w stanie znieść to że będziesz bez ataków nerwicy to mam cię zaprosić, żebym później nie żałowała…

Ojciec jest w szoku, płacze do słuchawki. Jest pod wrażeniem, że tak wydoroślałam, że jestem naprawdę mądrą kobietą. Miło usłyszeć takie słowa, od ojca, z który ma się takie relacje, aż mi samej łezka się zakręciła w oku.

- Córciu jest mi naprawdę miło, że o mnie pomyślałaś, pomyśleliście, będę na pewno. Obiecuję.

Kończymy rozmowę.

Dzwoni po kilku tygodniach po dostaniu zaproszenia na ślub.

-  Nie trzeba było zaproszenia. Znasz mnie i wiesz, że gdybym się dowiedział o ślubie to i tak bym przyjechał, nawet bez zaproszenia.

Dlatego wolałam się nastawić, że będziesz niż przeżyć szok i dostać ponownego ataku – pomyślałam.

I znów nasza rozmowa trwa około godziny.
Ponownie pyta, czy nie będę mieć problemów z rodzeństwem, że go zapraszam.
Chciałby przyjechać wcześniej (ślub w środę), może nawet w poniedziałek i że poszuka noclegu gdzieś w okolicy. Wspominam mu, że istnieje możliwość przyjechania wcześniej i zostania dłużej w pensjonacie, który wynajęliśmy na wesele. Wie o tym, dzwonił już tam. Tylko czy to nie będzie problemem, mam przemyśleć czy chcę, by był wraz z innymi gośćmi… Myślałam, by przygotować się w tym pensjonacie, ze względu na parę warunków domowych,  i on by tam miał być, byśmy się widywali na korytarzu… Nie wiem, nie umiem dziś odpowiedzieć sobie na to pytanie, czy chcę być tam razem z nim, może rzeczywiście lepiej by było, gdyby nocował w innym pensjonacie…?

Pyta, czyj to był pomysł, by na zaproszeniach napisać prośbę o nie przynoszenie kwiatków, które szybko tracą swój urok a zamiast tego win lub czekoladek, a zamiast prezentów koperty. Mój, przyznaję.

-Kochanie, jesteś naprawdę mądrą i wspaniałą kobietą. Rewelacyjny pomysł.

Znów się uśmiecham.

- Osobiście pogratuluję R. takiej wspaniałej kobiety, na jaką wyrosłaś i powiem by dbał o ten skarb, żeby go nie zaprzepaścił, jak ja parę lat temu…

Łzy w oczach. Czyli jednak żałuje tego co się stało, czasu nie da się cofnąć.

- Może rzeczywiście się zmienił, coś zrozumiał.? – stwierdza mój R.

-Może. Może nasze relacje znów wrócą do „normy”? Może będę znów mieć ojca, takiego prawdziwego, do którego będę mogła się przytulić, który pocałuje w czółku jak małą dziewczynkę na dobranoc. Może….

 

Opublikowano relacje | Otagowano , , , , , , , , , | 53 komentarzy